niedziela, 8 czerwca 2014



Anna Głyżewska
Klaudia Godyń


  
Postrzeganie Oruni w kontekście poczucia bezpieczeństwa. Stereotypy i ocena mieszkańców.


Tematem niniejszej pracy jest postrzeganie wybranej dzielnicy w kontekście poczucia bezpieczeństwa. Do analizy został wybrany przykład jednej ze starszych dzielnic Gdańska – Orunia. Praca ta opiera się na kompleksowym opracowaniu o charakterze badawczym dotyczącym Oruni. Opracowanie to stanowi „Analiza Oruni w percepcji mieszkańców.” Dokument ten został wydany we wrześniu 2012 roku. Z racji tego, że dzielnica ta jest negatywnie odbierana przez społeczeństwo, założeniem pracy jest zbadanie przyczyn i ewentualne obalenie podstaw do tego typu stereotypów na temat tej dzielnicy. W Gdańsku jest kilka dzielnic postrzegany negatywnie, natomiast Orunia jest jedną z pierwszych wymienianych w tej kategorii (po Dolnym Wrzeszczu, Brzeźnie oraz Nowym Porcie). Analiza dokumentu oraz własne doświadczenia pozwoliły na obszerne zbadanie tego problemu oraz ocenienie stereotypów wytworzonych przez mieszkańców Gdańska na temat bezpieczeństwa Oruni.
Temat bezpieczeństwa bezpośrednio dotyczy każdego człowieka. Poczucie bezpieczeństwa jest jedną z podstawowych potrzeb ludzkich. Bezpieczeństwo jest naczelną potrzebą człowieka i grup społecznych, jego brak wywołuje niepokój i poczucie zagrożenia. Ludzie szukając mieszkania czy stancji zasięgają opinii na temat różnych dzielnic. Interesuje ich cena, dostęp do komunikacji, dostęp do usług, ale również ocena bezpieczeństwa danego miejsca. Człowiek automatycznie próbuje oddalić się od miejsc patologicznych czy o złej reputacji , aby się nie narażać. Nie można jednak wyłącznie zasięgać opinii u przypadkowych osób. Większość przekazuje stereotypowe informacje. Bardzo prawdopodobne, że nie mieli okazji, aby w ogóle w swoim żuciu odwiedzić dane miejsce. Aby otrzymać rzetelną opinie należy się również zapoznać z tym co myślą ludzie zamieszkujący daną dzielnicę. Ich zdanie jest najbardziej wiarygodne, bo na co dzień mają okazję przebywać w określonym miejscu. Analiza o którą oparta jest praca, jasno przedstawia dane na temat bezpieczeństwa w omawianej dzielnicy. Szczegółowe informacje i wnioski znajdują się w dalszej części eseju.
Aby oceniać dzielnice, pod względem jej bezpieczeństwa i postrzegania przez mieszkańców, należy przede wszystkim zapoznać się najpierw z jej strukturą i historią. Według podziału miasta Gdańska na jednostki pomocnicze (osiedla, dzielnice) Orunia  jest postrzegana jako jedna dzielnica razem ze Świętym Wojciechem oraz Lipcami. Potocznie używany jest wyłącznie człon Orunia. Jest położona na południe od Centrum miasta. Od zachodu graniczy z dzielnicą Chełm, od wschodu z Olszynką oraz od północy ze Śródmieściem. Od południa graniczy z gminą Pruszcz Gdański. Zamieszkuje ją 15867 mieszkańców. Jako nazwa wsi, nazwa Orunia była używana już ok. XII wieku. W 1905 liczba mieszkańców wsi przekroczyła 10 000. W okresie Wolnego Miasta Gdańska dzielnica była znaczącym skupiskiem ludności Polskiej - osiedlali się tutaj Kaszubi i Kociewiacy szukający pracy w Gdańsku. W roku 1933 Orunia została przyłączona do Gdańska jako dzielnica. Większość mieszkańców Gdańska posługuje się podziałem Oruni na Górną i Dolną. Jest to spowodowane potrzebą rozróżnienia historycznej Oruni od nowo wybudowanej części dzielnicy. Nowe budynki powstały w latach 90. Dwudziestego wieku na wzgórzach i swoją zabudową przypomina sąsiedni Chełm. Jednak nazwy Orunia Dolna i Górna nie są wprowadzone do oficjalnego podziału administracyjnego Gdańska. Orunia spełnia głównie 2 funkcje: osiedla mieszkaniowego oraz osiedla przemysłowego.
          Niewątpliwie, na postrzeganie dzielnicy przez mieszkańców w kontekście bezpieczeństwa istotną rolę odgrywa przestępczość i jakość jej niwelowania. Z analizy w raporcie wynika, że istnieją rejony o znaczącej liczbie przestępstw głównie na tle kradzieży mienia. Wyróżnia się szczególnie jeden taki rejon - Trakt Św. Wojciecha, w którym wystąpiło w ciągu roku 241 zdarzeń przestępczych, co stanowi ok. 70 % zdarzeń w całej Oruni. Jak wynika z danych policji sprawcami wykroczeń na Oruni są nierzadko sami Orunianie (ok. 15%). Można się domyślać, że negatywne odczucia mieszkańców w kwestii bezpieczeństwa dzielnicy, są spowodowane głównie zdarzeniami występującymi w rejonie Traktu, przez który codziennie przemieszczają się Orunianie. Jest to główna ulica w Oruni, łącząca Pruszcz Gdański z Gdańskiem, w związku z tym poziom bezpieczeństwa mieszkańców podczas drogi do pracy, czy szkoły istotnie rzutuje na ich ogólne poczucie bezpieczeństwa w dzielnicy.
Kolejnym istotnym czynnikiem mającym znaczący wpływ na odbiór dzielnicy przez mieszkańców jest poziom bezrobocia. Stan bezrobocia w tej dzielnicy nie jest bardzo wyróżniający się na tle miasta. Choć najwyższe bezrobocie występuje wśród młodych osób, które nie pracując i nie ucząc się szukają rozwiązań wolnego czasu np. poprzez zakładanie band itp., co wpływa negatywnie na wizerunek dzielnicy. 
Badanie, które zostało opisane w raporcie dotyczy m. in. oceny jakości życia w Oruni. Przeprowadzono ankietę wśród mieszkańców, z której wynika:
·         Większość respondentów była zadowolona z dzielnicy, w której mieszkają (64,6%). Zdecydowanie niezadowolonych było 14% badanych. Mimo deklarowanego bliskiego związku z dzielnicą ponad połowa respondentów wybrałaby Orunię ponownie jako miejsca swojego zamieszkania.
·         Większość respondentów chętnie wskazywała miejsca ich zdaniem wyjątkowe i warte pokazanie przyjezdnym – aż 80% badanych wymieniło przynajmniej jedno z takich miejsc.
·         Respondenci są świadomi tego, że ich dzielnica jest postrzegana bardzo negatywnie przez pozostałych mieszkańców Gdańska, jednak nie zgadzają się z tym. Odpowiedzi bardzo dobrze i celująco w ogóle się nie pojawiły, a tylko 2% uznało, że opinia jest dobra.
·         Respondenci zostali poproszeni o to, aby ocenić na skali szkolnej od niedostatecznie do celująco szereg wybranych aspektów decydujących o jakości życia w danej dzielnicy. Sferą ocenioną nisko, na poziomie dwa z plusem jest poziom bezpieczeństwa, a więc skuteczność działań policji i straży miejskiej czy osobiste poczucie zagrożenia chuligaństwem, rozbojami czy kradzieżą.
·         ”Brud. Za mało śmietników, mało patroli zajmujących się chuliganami, a nie babcią z pieskiem.” – przykładowa wypowiedź mieszkańca w ankiecie na temat jakości życia na Oruni.
        Ankieta jasno zilustrowała to, iż Orunia nie należy do niebezpiecznych dzielnic Gdańska. Osoby zamieszkujące Orunię w większości wyrażały się bardzo pozytywnie na temat zamieszkałej dzielnicy. Stereotypy krążą głównie wśród osób niezamieszkujących okolice Traktu Św. Wojciecha. Postrzeganie dzielnicy jako niebezpiecznej wiąże się przede wszystkim ze wskaźnikiem popełnianych przestępstw na trasie Pruszcz Gdański – Gdańsk.


Źródła:
1.      „Orunia w percepcji mieszkańców. Raport z badań”, Gdańsk, wrzesień 2012.

Gentryfikacja jako walka klas

Dariusz Kujawski
Marek Sabak

Współczesne miasta borykają się z licznymi problemami o różnym charakterze – przestrzennym, infrastrukturalnym, społecznym. Lista ta nie jest zamknięta i w dobie globalnej gospodarki cały czas wydłuża się. Szczególnym procesem, który łączy  te poszczególne aspekty jest gentryfikacja. To zjawisko po raz pierwszy zostało opisane w literaturze w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia przez Ruth Glass, która zwróciła uwagę na zagadnienie procesu przemian społecznych oraz towarzyszącym  im przeobrażeń tkanki miejskiej na zaniedbanych obszarach Londynu. Na przestrzeni lat rozwijały się badania naukowe dotyczące gentryfikacji a samo pojęcie zostało rozszerzone i uszczegółowione. W literaturze można spotkać się z  takimi pojęciami jak: gentryfikacja społeczna, ekonomiczna, elityzacja czy nawet studentyfikacja (Smith D. 2004:74). Szczególnie ciekawym podejściem do opisu zagadnienia jest historia Lower East Side opisana przez Neila Smitha.

W artykule „Class Struggle on Avenue B” autor pokazuje sposób w jaki rynek nieruchomości i usługi kultury wpłynęły na stworzenie nowego wizerunku tej części Nowego Jorku i jak zmiana postrzegania tego obszaru umożliwiła wyparcie miejscowej ludności przez klasę średnią.  Symbolem gentryfikacji Lower East Side był Tompkins Park, popularny zarówno wśród miejscowej mniej zamożnej ludności jak i wśród marginesu społecznego -  bezdomnych, którzy tam sypiali.  Władze miasta usilnie podejmowały próby wyparcia dotychczasowych użytkowników, również przy użyciu przemocy ze strony policji. W efekcie po kilku latach doprowadzono do sytuacji, gdzie park otoczony został kilkumetrowym płotem, a bram strzegły policyjne patrole. Świadczy to o celach jakie przyświecały lokalnemu samorządowi. Nie starano się rozwiązywać problemu ubóstwa oraz bezdomności. Priorytetem stało się podniesienie wartości nieruchomości na obszarze Lower East Side. Taktyka ta podyktowana była przez rynek deweloperski, którym w sukurs przyszedł „przemysł kultury”(Smith N. 1996: 18).

Niskie ceny lokali zachęcały artystów, właścicieli galerii oraz wyszukanych sklepów do otwierania  działalności na tym stosunkowo zaniedbanym terenie. Autor opisuje charakterystyczne zjawisko „urban frontier”, szczególnego sposobu postrzegania miasta w kategorii obszarów o dobrej i złej reputacji. Granica ta miała ambiwalentny wymiar - była idylliczna ale niebezpieczna, romantyczna ale bezlitosna (Smith N. 1996:  15). Obszar w pewien sposób zdegradowany zaczął nabierać atrakcyjnych cech. Lower East Side zaczęto postrzegać jako Dziki Zachód, którzy można ujarzmić i podbić. W przestrzeni tej części Nowego Jorku przejawiało się to np. poprzez restauracje z kuchnią tex-mex, pustynnym wystrojem galerii czy butikami z ubraniami nawiązującymi do stylu kowbojskiego. Myślenie w kategorii granicy usprawiedliwiało gentryfikację, jako że klasa średnia i nowe inwestycje cywilizowało te okolice.

Siły sterujące procesem gentryfikacji oddziałują na całym świecie. Rozpatrując zjawisko na poziomie lokalnym możemy dopatrzeć się różnych schematów działania aktorów procesu, natomiast same podwaliny procesu są podobne. Gentryfikację można rozpatrywać jako klasowy podbój miasta. Charakterystyczne dla problemu jest ponowne zainteresowanie klasy średniej zamieszkującej suburbia zdegradowanymi obszarami centralnymi miast. Podobna sytuacja ma miejsce w Warszawie. Jako najtrafniejszy przykład można przytoczyć dzielnice Praga Północ. Obszar ten charakteryzuje się wieloma problemami społecznymi. Od wielu lat mamy do czynienia  z najwyższym dla stolicy wskaźnikiem bezrobocia, koncentracji patologii takich jak alkoholizm i przemoc domowa, natomiast najniższe dla wielkości zarobków oraz średniej długości życia.

Praga charakterystyczna jest nie tylko ze względu na problemy społeczne z jakimi się boryka. Jest to część miasta która nie uległa całkowitej destrukcji w wyniku działań wojennych. Co więcej zachował się tutaj historyczny układ urbanistyczny, bardzo duża liczba zabytkowych kamienic oraz stosunkowo dużo zabudowań o charakterze przemysłowym. To wszystko składa się na unikalny charakter oraz wizerunek autentycznej Warszawy. Czynnik ten w połączeniu z niskimi cenami lokali przyczynił się do pojawiania się usług, których odbiorcami nie była miejscowa społeczność.

Na mapie Pragi od kilku lat można zaobserwować koncentracje różnego typu galerii, pracowni artystycznych, kawiarni, klubów czy restauracji. Oferta ta skierowana jest dla przedstawicieli klasy średniej. Trend ten wykorzystali do swoich celów  deweloperzy, których motywowały nie tylko niskie ceny nieruchomości. Specyficzny klimat dzielnicy wykorzystali jako narzędzie marketingowe, powołując się na modne już wśród Warszawiaków miejsca – lokale gastronomiczne na ulicy Ząbkowskiej, klubokawiarnie na ul. 11 Listopada, Fabrykę Trzciny przy ul. Otwockiej czy też galerie przy ul. Inżynierskiej. Nowopowstające inwestycje deweloperskie oraz kolejne duże przedsięwzięcia takie jak przebudowa Fabryki Wódki Koneser są czynnikiem stymulującym gromadzenie nowej ludności – zamożniejszej, napływowej oraz niezwiązanej z lokalna społecznością.

Zachodzące na terenie Pragi Północ zmiany w tkance miejskiej oraz strukturze społecznej z pewnością noszą najważniejsze cechy gentryfikacji. Warto podkreślić, że sam proces jest na początkowym etapie jednakże dynamika zmian sugeruje, że w najbliższej przyszłości możemy mieć do czynienia z nasileniem konfliktów na linii rdzenni – nowi mieszkańcy. Realny wydaje się być scenariusz, w którym dojdzie do co raz większej liczby eksmisji lokatorów, a także celowego zaniedbywania kamienic tak by zastąpić je nową zabudową.  Jako kluczowy problem należy wyróżnić sposób w jaki miasto powinno kształtować swoją politykę przestrzenną na tym obszarze.  Przytoczony przykład z Nowego Jorku pokazuje, że jednostronna  strategia wspierająca rynek deweloperski nie służy rozwiązywaniu problemów społecznych a jedyne korzyści osiągane są przez zamożną część społeczeństwa.

Smith, N., The New Urban Frontier. Gentrification and the Revanchist City. Routledge: New York and London, 1996, chapter 1 Class Struggle on avenue B, ss. 3-29 

Smith, D.P., 'Studentification': The gentrification factory? w: Atkinson, R., Bridge, G. (red.), Gentrification in a Global Context,  2004, ss.73-89


Młodzi a rynek mieszkaniowy

Agata Królak

W oparciu o: Mulder Clara, Smits Annika (2013) Inter-generational ties, financial transfers and home-ownership support, Journal of Housing and the Built Environment 28(1) 95-112

Bariera dostępności mieszkań dla młodych osób ze względu na ich możliwości finansowe to częsty temat dyskusji nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach europejskich. Prowadzone są różne badania na temat sytuacji mieszkaniowej na rynku – począwszy od zagadnień technicznych, kończąc na społecznych. Jednak stosunkowo rzadko bada się wpływ posiadania nieruchomości przez rodziców na mieszkaniowe wybory dzieci. W oparciu o badania przeprowadzone w 2005 i 2007 roku w Holandii C.Mulder i A.Smits sprawdzały, czy rodzice posiadający własny dom, skłaniali dzieci, aby również taki dom nabyli, czy w inny sposób wspierali zaspokojenie ich potrzeb mieszkaniowych. Za główną zmienną niezależną przyjęły posiadanie tytułu własności nieruchomości przez rodziców. Natomiast zmienne zależne to wsparcie finansowe na zakup domu bądź wsparcie finansowe w formie przekazów pieniężnych o wartości 5 tys. euro bądź większej (Mulder, Smits 2013). Badania panelowe pokrewieństwa (Kinship Panel Study) zostały przeprowadzone w 2005, a następnie w 2007 roku na próbie 8161 osób w wieku 18-79. Spośród nich zdecydowana większość nie mieszkała z rodzicami – 7884. W 106 przypadkach brakowało danych, dlatego zostały one wyłączone z próby. Ostatecznie wyniki uzyskano od 7778 respondentów. Nie udało się uzyskać danych dotyczących czasu, w którym dzieci dostawały wsparcie finansowe od rodziców. W związku z tym trudno było ustalić związek między wsparciem finansowym i cechami już dorosłego dziecka, a także czasem, kiedy dzieci poprosiły o pomoc (Mulder, Smits 2013).

Jak już było wspomniane, w literaturze występuje nieduża liczba badań na temat pomocy rodziców w celu uzyskania przez dzieci własnego mieszkania, ale trudno zaprzeczać, że tej pomocy w ogóle nie ma. W dzisiejszych czasach rodzice mają większe zasoby finansowe i mniej dzieci (przynajmniej w krajach rozwiniętych). W Norwegii zaobserwowano, że wsparcie na cele mieszkaniowe udzielane przez rodziców wzrosło w ciągu paru ostatnich dekad. Ponadto odnotowano, że większe wsparcie otrzymywały osoby młode – 20-29 lat. Pojawiają się opinie, że wsparcie rodziny jest większe w krajach ze słabym sektorem mieszkaniowym i socjalnym oraz tam gdzie występuje, jako norma społeczna, silny nacisk na wsparcie rodziny (Mulder, Smits 2013 za Poggio 2008). Jednak w Holandii ta zależność nie występuje. System pomocy mieszkaniowej jest dobrze rozwinięty, a pomoc rodzicielska i tak jest dość powszechna.

Autorki w swoich badaniach oparły się na klasyfikacji Mayer i Engelhardt (1996), którzy wyróżnili trzy kwestie, od których zależy wsparcie rodziców: ogólne wsparcie finansowe dla potrzebujących, za konkretne osiągnięcia (dzieci, małżeństwo, edukacja) oraz międzypokoleniowe przekazywanie bogactwa. Po przeanalizowaniu swoich wyników badań doszły do następujących wniosków, które były raczej zgodne z oczekiwaniami.

Im więcej zasobów mieli rodzice tym większe prawdopodobieństwo wsparcia finansowego i pomocy przy zakupie domu. Jeśli matka również pracowała, to wsparcie było większe. Jeśli rodzice posiadali własny dom, wsparcie rosło. Gdy rodzeństwo było liczne, wsparcie malało. Ponadto, śmierć jednego z rodziców powodowała zmniejszenie wsparcia finansowego, ale gdy ojciec zmarł przed 18 rokiem życia dziecka, nie występowała taka zależność. Być może matka posiłkowała się pieniędzmi pozostawionymi po ojcu. Natomiast poziom wykształcenia rodziców nie wpływał na decyzje o wsparciu finansowym dzieci. Wyjątkiem jest tu wyższe wykształcenie ojca – wówczas wsparcie było większe (Mulder, Smits 2013).

Związek miedzy statusem społeczno-ekonomicznym dziecka i prawdopodobieństwem wsparcia finansowego przez rodziców nie ma znaczenia. Teza, że rodzice zapewniają pomoc finansową swoim dzieciom, aby wzmocnić dobre relacje z nimi ma pewne uzasadnienie w badaniach – dzieci z rozbitych domów, szczególnie jeśli rozwód rodziców miał miejsce przed 18 rokiem życia dziecka, rzadziej niż inne otrzymywały wsparcie finansowe. Należy jednak zauważyć, że może być to także interpretowane z punktu widzenia zasobów: rozwiedzieni rodzice mogą mieć mniej środków niż rodzice w związku małżeńskim. Różnica między kobietami i mężczyznami w otrzymaniu wsparcia finansowego jest nieznaczna. Różnica płci w otrzymaniu wsparcia na zakup domu jest również bez znaczenia. Wydaje się, że synowie mają większą skłonność do korzystania z pomocy, niż rodzice do jej udzielenia w celu poprawienia relacji córka – rodzic bądź relacji rodzic – syn. Bliskość zamieszkania dzieci i rodziców nie ma wpływu na wsparcie finansowe, natomiast ma negatywny wpływ na zachęcanie do posiadania własnego mieszkania – większa odległość mniejszy nacisk na zakup nieruchomości (Mulder, Smits 2013). Na podstawie badań nie stwierdzono zależności między tytułem własności mieszkania rodziców (własny dom, wynajem domu lub mieszkania), a wspieraniem ich dorosłych dzieci w zdobyciu mieszkania na własność (Mulder, Smits 2013).

Badania dotyczące posiadania prawa własności nieruchomości przez rodziców i jego wpływu na wybory mieszkaniowe dzieci, jak w wielu krajach, także w Polsce nie były prowadzone. Aczkolwiek informacje na temat wsparcia finansowego są możliwe do uzyskania. Natomiast często rozważa się kwestie wyboru młodych ludzi między kupnem mieszkania a wynajmem. Jak wynika z raportu o sytuacji mieszkaniowej w Polsce za 2012 rok, jedynie 2,5% Polaków decyduje się na wynajem, natomiast 81,5% obywateli posiada tytuł własności (PZFD 2013). Te rozbieżności mogą wynikać z faktu, iż wiele umów jest zawieranych „na lewo” z powodu restrykcyjnej ustawy o ochronie praw lokatorskich, która uderza w prawa właścicieli. Nie mniej jednak na tle krajów Europy zachodniej stosunkowo mała liczba badanych Polaków żyje w wynajmowanych mieszkaniach. Można założyć, że jedną z przyczyn tego stanu jest właśnie wpływ rodziców posiadających „własny kąt”. Bardziej prawdopodobne wydają się wyjaśnienia socjologa Mirosława Pęczaka, który twierdzi, że kupno mieszkań kojarzy nam się ze stabilizacją, natomiast wynajem z czymś ulotnym, ze stanem przejściowym (Święcicka b.r.). Wpływ na taką sytuację ma również kultura – chłopskie przekonanie, że się jest na swoim i w konsekwencji 83% Polaków uważa, że bardziej opłacalne jest posiadanie mieszkania na własność (ING Bank Śląski 2012). Odmienne zdanie ma Jarosław Mikołaj Skoczeń z Emmerson, który uważa, że czasy PRL-u zostawiły na Polakach piętno przywiązania do własności. Niemożność posiadania sprawiła, że obecnie chcemy mieć wszystko, czego nam brakowało jeszcze dwadzieścia pięć lat temu, a często takie zachowanie prowadzi do kłopotów finansowych (Wizowska 2013).

Profesor Paweł Ulman wraz z doktor Agnieszką Wałęgą przyjrzeli się bliżej sytuacji mieszkaniowej młodych małżeństw. W 2009 roku prawie 60% posiadało tytuł własności, z czego tylko niecałe 10% było obciążonych kredytem hipotecznym. 16% posiadało spółdzielcze prawo do lokalu, a blisko 24% młodych małżeństw wynajmowało mieszkanie (Ulman, Wałęga 2012). Te dane wskazują na nieco inny trend niż dane dla całej populacji. Można zauważyć znacznie większą liczbę gospodarstw, które decydują się na wynajęcie mieszkań. Rodzi się pytanie czy jest to kwestia dobrowolnego wyboru czy niechęć do zaciągania kredytów – jak widać z powyższego tylko 10% zdecydowało się na pożyczkę.

Przechodząc do kwestii finansowych w marcu bieżącego roku na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej firma Millward Brown stworzyła „Finansowy Portret Młodych”, przeprowadzając ankietę telefoniczną na próbie 1021 osób w wieku 18-35 lat. Badanie pokazało, że tylko 8% młodych pożycza pieniądze od rodziny. Pożyczki z różnych źródeł najczęściej były potrzebne na zakupy do domu, ale aż jedna czwarta potrzebowała na zakup domu, mieszkania lub działki budowlanej. Najczęściej pożyczają osoby młode w wieku 31-35 lat ora osoby, które posiadają partnerów z dziećmi – odpowiednio 71% i 72% (Millward Brown 2014c). Badani zaległe długi opłacają najczęściej z pensji (45%), ale aż 41% ankietowanych przy ich spłacaniu korzysta z pomocy rodziny bądź znajomych (Millward Brown 2014b).

Interesującą kwestią jest pytanie o to, czy dzieci muszą prosić o wsparcie, czy też rodzice sami wyciągają pomocną dłoń? Okazuje się, że około jedna trzecia młodych Polaków dostaje pieniądze na życie od rodziców bądź rodziny, a 23% ma przez nich opłacany czynsz bądź część rachunków. Samodzielność finansowa rośnie z wiekiem, ale nadal 14% trzydziestolatków korzysta ze wsparcia. Zdobyte wykształcenie również ma wpływ na wielkość środków przekazywanych przez rodziców. Największe wsparcie dostają osoby z wykształceniem podstawowym, co może wiązać się z kontynuacją nauki, tym samym brakiem możliwości usamodzielnienia się. Najbardziej niezależne finansowo są osoby z wykształceniem zawodowym – tylko co piąty dostaje pomoc, natomiast stosunkowo wysoki procent osób z wykształceniem średnim i wyższym korzysta z pomocy rodziców – po 41%. Najczęściej rodzice opłacają rachunki związane z eksploatacją mieszkania, a także płacą za jedzenie. Tylko 23% osób w wieku 18-23 ma opłacane studia przez rodziców. Ten niezbyt wysoki odsetek może być spowodowany tym, że duża część studentów uczy się na studiach dziennych. Większość dzieci sama spłaca raty pożyczek i kredytu hipotecznego, ponieważ wsparcie rodziców w tej kwestii odnotowano jedynie u 10% ankietowanych (Millward Brown 2014a).

W Polsce w dużej mierze pomoc finansowa rodziców wynika z problemów ze znalezieniem stałego zatrudnienia przez młode osoby. Dawniej samodzielność wiązała się z ukończeniem edukacji, zdobyciem pracy i założeniem rodziny. Obecnie ta granica jest bardzo płynna. Co piąty Polak jest zatrudniony na umowę o dzieło lub zlecenie (Millward Brown 2014a). W takiej sytuacji trudno uzyskać stabilność finansową. Co prawda udział tego typu umów maleje z wiekiem zatrudnionych, ale przecież osoba młoda nie może bez końca czekać na stabilizację sytuacji życiowej. Być może problemem jest także zbyt mała aktywność i brak inicjatywy badanej grupy w poszukiwaniu dodatkowych źródeł utrzymania.

Co prawda w Polsce nie przeprowadzano tak dokładnych badań jak w Holandii, ale prawdopodobnie ostateczne wnioski można postawić podobne. To, że dzieci wolą pożyczać od rodziców albo znajomych, a nie z banku wydaje się zrozumiałe, tak samo jak to, że rodzice wspierają swoje dzieci, jeśli zachodzi taka potrzeba. Nie jest ważne czy rodzice posiadają własny dom lub mieszkanie, czy tylko je wynajmują, czy wolą wspierać dzieci finansowo, czy w inny sposób; ważne jest to, że istniejąca sytuacja w kraju, zarówno na rynku mieszkaniowym jak i pracy, zmusza ludzi młodych do pożyczania pieniędzy i szukania różnych form pomocy u rodziców, a nawet znajomych.



Bibliografia:
ING Bank Śląski, 2012, Polacy wybierają mieszkania na własność – wynika z międzynarodowego badania ING, [online], [06.06.2014], http://media.ingbank.pl/pr/225577/polacy-wybieraja-mieszkania-na-wlasnosc-wynika-z-miedzynarodowego-badania-ing

Millward Brown, 2014a, Finansowy portret młodych, cz.1 Młodzi zarabiają, [online], [06.06.2014], http://www2.krd.pl/Centrum-prasowe/Raporty.aspx

Millward Brown, 2014b, Finansowy portret młodych, cz.2 Młodzi wydają i płacą w terminie, [online], [06.06.2014], http://www2.krd.pl/Centrum-prasowe/Raporty.aspx

Millward Brown, 2014c, Finansowy portret młodych, cz.3 Młodzi pożyczają, [online], [06.06.2014], http://www2.krd.pl/Centrum-prasowe/Raporty.aspx

Polski Związek Firm Deweloperskich, 2013, Sytuacja mieszkaniowa w Polsce 2012.Raport, [online], [06.06.2014], http://www.pzfd.pl/_files/img_sites/Raport%20Sytuacja%20mieszkaniowa%20w%20Polsce.pdf

Święcicka O., b.r., Tylko 2,5% Polaków wynajmuje mieszkania. Dlaczego zamiast wolności, wybieramy małą stabilizację?, [online], [06.06.2014], http://natemat.pl/29219,tylko-2-5-polakow-wynajmuje-mieszkania-dlaczego-zamiast-wolnosci-wybieramy-mala-stabilizacje

Ulman P, Wałęga A, 2012, Sytuacja mieszkaniowa młodych małżeństw w Polsce, [w:] Woźniak M.G. (red.) Nierówności społeczne a wzrost gospodarczy. Modernizacja dla spójności społeczno-ekonomicznej w czasach kryzysu, Uniwersytet Rzeszowski, Katedra Teorii Ekonomii, Zeszyt nr 25, Rzeszów, s. 126-136

Wizowska J., 2013, Kupić czy wynająć – oto jest pytanie, [online], [06.06.2014], http://biznes.pl/magazyny/nieruchomosci/mieszkania/kupic-czy-wynajac-oto-jest-pytanie,5444637,magazyn-detal.html

Upadek Pruitt - Igoe

Jacek Stańczyk

Na podstawie filmu dokumentalnego: Chad Freidrichs, The Pruitt – Igoe Myth: An Urban History, USA 2011


Na przełomie lat 40. I 50. XX wieku Stany Zjednoczone borykały się z problemem migracji ludności ze wsi do miast. Wielodzietne rodziny, żyjące w urągających godności chatkach, nie były w stanie wyżywić się z liczącej sobie kilkanaście akrów ziemi uprawnej. Z całym dobytkiem przybywały więc do dużych miast południowych stanów w poszukiwaniu lepszego życia.

Z racji skromnych zasobów pieniężnych oraz materialnych, zazwyczaj swoją przygodę z miastem owe rodziny kończyły w dzielnicach nędzy. Slumsy te były przeludnione oraz charakteryzowały się kompletnym brakiem infrastruktury wodociągowej, sanitarnej i przeciwpożarowej. Dzielnice nędzy lokowały się w śródmieściach miast, więc miały negatywny wpływ na ich sferę przestrzenną i społeczną. Aby temu zaradzić, miasto St. Louis w stanie Missouri otrzymało od rządu federalnego potężną dotację na budowę osiedla. Osiedla, które miało zapoczątkować nowe życie dla tych rodzin. Lecz przede wszystkim – miało wyeliminować problem skrajnego ubóstwa w miastach i być niejako panaceum na drastyczny wzrost liczby ludności.

Osiedle zostało zaprojektowane przez amerykańskiego architekta Minoru Yamasaki (tego samego, co zaprojektował wieże WTC). Nosiło nazwę Pruitt – Igoe. Składało się z 33 budynków i liczyło 33000 mieszkań. Osiedle zbudowano w latach 1952-55. Miało dać upust potrzebom mieszkaniowym niższych warstw społecznych. Osiedle miało być integralną częścią miasta, które wg prognoz demograficznych miało stale się zagęszczać oraz zwiększać swoją populację. Tak się jednak nie stało.

  A to dlatego, że rząd federalny prowadził równolegle politykę wspierającą powstawanie osiedli domów jednorodzinnych na obrzeżach miast. Był to czas, kiedy własny domek za miastem był atrakcyjną alternatywą dla klasy średniej wobec dusznych, zatłoczonych śródmieść. Do sukcesu amerykańskich suburbii przyczynił się również szybki rozwój siatki dróg szybkiego ruchu, upowszechnienie się samochodu oraz tanie paliwo. Ponadto biali wcale nie chcieli mieszkać obok czarnych. Trzeba pamiętać o tym, że antypatie na tle rasowym były wówczas zjawiskiem powszechnym. W efekcie czego centra miast wyludniały się. Pozostali tylko najubożsi, których nie stać było na domek za miastem oraz ludność czarnoskóra. Kolejnym skutkiem tego zjawiska były niższe wpływy do budżetu miasta.

To zjawisko sprzecznych polityk mieszkaniowych było jednym z wielu czynników upadku Pruitt – Igoe. Niższe dochody miast oznaczały mniejsze wydatki na pomoc społeczną. Jednak jednym z warunków finansowania inwestycji było utrzymanie jej z czynszów. Nakłady na utrzymanie skomplikowanej infrastruktury w blokach spadały. Efektem tego były m.in. zaniedbane podwórka, zasypane śmieciami klatki schodowe i zacinające się windy. To z kolei sprawiało, że w blokach żyło się coraz gorzej. Tym bardziej, że w blokach ulokowano społeczność, która nigdy nie miała styczności z nowoczesnym mieszkalnictwem. Społeczność, która została dosłownie oderwana od pługa i wkomponowana w krajobraz miejski bez żadnych etapów przejściowych. Aby utrzymać blokowisko we względnie dobrym stanie, czynsze z biegiem lat stopniowo podnoszono, aż do trzykrotności jej wartości początkowej. W takim stanie rzeczy aż ¾ pieniędzy, które otrzymywała 8-osobowa rodzina na życie, powinny trafić z powrotem do kasy miejskiej. W efekcie czego, zdecydowana większość lokatorów nie płaciła czynszów wcale.
Miasto wkrótce nie miało pieniędzy na utrzymanie Pruitt – Igoe.

Aby dostać zasiłek oraz zostać zakwaterowanym w jednym z mieszkań, należało spełnić kilka wymogów narzuconych przez system opieki społecznej. Jednym z nich był brak możliwości kwaterunku ojca wielodzietnej rodziny, która otrzymywała pomoc finansową. Ojciec takiej rodziny miał opuścić stan Missouri. Do egzekwowania tego warunku pracownicy opieki społecznej robili inspekcje, czy aby na pewno żaden czarnoskóry mężczyzna nie przebywa z rodziną. Niewiele to dało, ponieważ ojcowie przybywali do swoich rodzin na noc, zaś dzieciom nakazywano okłamywać inspektorów mówiąc, że ‘tatuś z nimi nie mieszka’. Opieka społeczna chciała mieć społeczność pod stałą kontrolą.
Lokatorzy byli karani za to, że byli czarni.

Ważnym czynnikiem upadku osiedla Pruitt – Igoe była kumulacja ubóstwa, która doprowadziła do powstania w nim ‘czarnego getta’. W środowiskach europejskich planistów nie jest tajemnicą, iż mieszanie ludności z klasy wyższej, średniej i bogatej znacznie ogranicza wskaźnik ubóstwa i patologii. Rewitalizując osiedle Bijlmermeer Holendrzy m.in. rozproszyli biedny i konfliktogenny miks kulturowy po całym Amsterdamie, oferując odzyskane mieszkania dla ludzi bardziej zamożnych przy korzystnych warunkach finansowania lub wynajmując je. W St. Louis wykonano zupełnie odwrotną operację – do nowego osiedla wtłoczono najuboższą warstwę w mieście. Ci, którzy pracowali i stać ich było na wyprowadzkę – uciekli. Zostali tylko najmniej zaradni życiowo, rodziny wielodzietne i patologiczne.
Dodajmy do tego zapuszczone, niedoinwestowane otoczenie, a otrzymamy w efekcie perfekcyjne potwierdzenie teorii ‘broken windows’.

Wraz z biegiem lat, blokowisko zaczęło się wyludniać. Coraz więcej osób po zdobyciu pracy wyprowadzało się w inne rejony miasta. Wkrótce większość bloków była pustostanami, przez co były często nawiedzane przez przestępców, bezdomnych i narkomanów, którzy wprowadzali się bez zezwolenia zarządu. W blokach dochodziło do aktów przemocy, wandalizmu, kradzieży a nawet zabójstw; wybuchało wiele pożarów. Przemoc osiągnęła w pewnym momencie tak wysoki pułap, że na wezwania do Pruitt – Igoe nie reagowały ani policja, ani straż pożarna, ani pogotowie. Po prostu nie przyjeżdżali, a jeśli już, to post factum.
Pomimo wielu prób ratowania osiedla, zostało ono wyburzone między 1972 a 1976 rokiem. Obecnie w miejscu Pruitt – Igoe znajduje się zagajnik, który odkrywa przed nami przeszłość stertami 40-letnich mebli oraz sterczącymi fundamentami dawnych piwnic.

Mimo to, niektórzy lokatorzy dobrze wspominają swoje dzieciństwo w Pruitt – Igoe. W filmie szczególny nacisk kładą na pierwsze wrażenie po wprowadzeniu się; byli zszokowani nowymi meblami, czystością, widokiem na miasto z 11 piętra oraz tym, że każdy z domowników miał swoje własne łóżko. Przytaczają opowieści o zapachach pieczonych ciast niesionych przez szyby wentylacyjne, o zabawach na klatce schodowej oraz o tanecznej wigilii. Jednak w moim mniemaniu ich opowieści nijak mają się do faktycznego stanu rzeczy – każdemu z nas dzieciństwo kojarzy się słodko. Odkopujemy z odmętów pamięci tylko dobre rzeczy i to one sprawiają, że kropla łzy spływa po policzku podczas reminiscencji.
Lecz przytaczają również złe historie o kradzieżach, pobiciach i wandalizmie. Mówią o strachu życia w Pruitt – Igoe. Jeden z byłych lokatorów opowiada o tym, jak zabito mu brata w ich mieszkaniu. Drugi zaś mówi o tym, że kilka lat po wyprowadzce śniły mu się koszmary związane z tamtym miejscem. Blizna pozostawiona przez Pruitt - Igoe nigdy się nie zagoi.

W Polsce zjawisko degradacji blokowisk nie jest jeszcze znane ze względu na mieszankę społeczną w nich zamieszkałą. Dopóki w blokach epoki PRL-u będą mieszkać ściana w ścianę emeryci, lekarze, studenci, budowlańcy oraz bezrobotni, dopóty sytuacja będzie stabilna. Polska jest również krajem jednolitym pod względem narodowym oraz etnicznym. Ponadto, wbrew pozorom, kontrola społeczna jest w nich na stosunkowo wysokim poziomie. Jednak nie można przewidzieć, czy w perspektywie kolejnych 20-30 lat ta sytuacja nie ulegnie zmianie. Wraz z możliwym napływem imigrantów ze wschodu i odpływem ludności do mieszkań o wyższym standardzie niż M2 lub M3, niektóre peryferyjne blokowiska mogą zacząć się wyróżniać w pejoratywnym zabarwieniu tego słowa. Ale tego nie wie nikt.

Upadek Pruitt – Igoe nie można skondensować do jednego aspektu. Jego wielowymiarowość była spotęgowana zjawiskami biedy, przemocy i segregacji rasowej. Planiści i projektanci nie przewidzieli, która z tendencji – przypływ ludności wiejskiej do miast, czy odpływ klasy średniej na przedmieścia – będzie tą dominującą i determinującą kształt miasta. Nie przewidzieli również przerażających skutków urągającej godności kontroli pomocy socjalnej oraz kumulacji najuboższych. Niedoszacowane koszty utrzymania infrastruktury były wyłącznie na barkach lokatorów. Nie zapewniono pomocy psychologów ludziom niezaradnym życiowo tak, jak się to stało chociażby w omawianym holenderskim przypadku. Jednak projektanci bezapelacyjnie polegli na jednej płaszczyźnie, w której upatrywali rewolucyjność swoich dokonań – nie można uczynić ludzi lepszymi poprzez architekturę i urbanistykę. 

Rewitalizacja osiedli mieszkaniowych z wielkiej płyty

 Anna Pustowska

Na podstawie rozdziału: Wielkie osiedla mieszkaniowe-diagnoza stanu obecnego, podejmowane działania rewitalizacyjne. K. Gorczyca. [w:] Przestrzenne aspekty rewitalizacji- śródmieścia, blokowiska, tereny przemysłowe, pokolejowe i powojskowe, red. W. Jarczewski, Wyd. Instytut Rozwoju Miast, Kraków, 2009.

      Celem pracy było zanalizowanie problemów mieszkaniowych wielkich zespołów miejskich oraz możliwości ich zmian. Istotę stanowi również określenie kierunków rozwoju osiedli, a także porównanie sytuacji polskich blokowisk na tle obszarów mieszkaniowych Europy Zachodniej. Analiza obejmowała wiele aspektów tj. stan techniczny zabudowy, układ urbanistyczny osiedli, sytuację ekonomiczną oraz społeczną.
       

        Budowa osiedli mieszkaniowych z wielkiej płyty bierze swój początek w latach 50. oraz 60. XX wieku, kiedy tego rodzaju budownictwo zaczęło się rozrastać na masową skalę. Krajami, które zapoczątkowały powstawanie wielopiętrowych bloków mieszkaniowych, były państwa wysokorozwinięte. Jednakże to za sprawą Europy Wschodniej wielkopłytowe budownictwo zyskało swoją sławę.

     Przyczyn rozwoju osiedli mieszkaniowych należy poszukiwać przede wszystkim w złej sytuacji społecznej i przestrzennej wielu ośrodków miejskich. Ogromne zniszczenia powojenne, migracje ludności oraz tzw. „boom” demograficzny, sprawiły, że władze zaczęły poszukiwać szybkich i w miarę tanich rozwiązań z zakresu budownictwa mieszkaniowego. Wielkie zespoły mieszkaniowe miałby być również oznaką poczynionych przez kraje Europy Wschodniej postępów cywilizacyjnych z zakresu gospodarki oraz zmniejszania nierówności społecznych. W ten sposób mieszkalnictwo zaczęło się rozrastać, nie tylko w centrach większych ośrodków miejskich, ale również na obrzeżach, czy na wsiach. (K. Sąsiadek 2010)

     Obecnie wiele zespołów mieszkaniowych, powstałych w latach 1956-1989 boryka się z problemami o charakterze społecznym, przestrzennym oraz gospodarczym. Wszystkie kłopoty, jakie dotykają tego rodzaju budownictwo, uderzają bezpośrednio w mieszkańców osiedli. Bowiem jakość życia osób zamieszkałych na obszarach miejskich blokowisk jest niska. Przede wszystkim wiąże się to z rozmiarem mieszkań oraz utrudnieniami lub wręcz niemożnością połączenia lokali, w celu poprawy komfortu zamieszkania.

    Równie znaczny wpływ na niezadowolenie mieszkańców, z posiadania mieszkania w wielkopłytowych zespołach miejskich, jest nieodpowiednie zagospodarowanie terenów wokół tego rodzaju budownictwa. Wcześniej architekci i urbaniści starali się ożywiać obszary blokowisk, wprowadzając do ich otoczenia funkcje uzupełniające w postaci usług, rekreacji. Obecnie natomiast większość z nich została zlikwidowana, co wpłynęło na zanik życia społecznego. Brak koncepcji zagospodarowania terenów wokół wielopiętrowych budynków nie sprzyja nawiązywaniu relacji sąsiedzkich. W wielu miejscach występuje niedobór lub nie istnieje żadna podstawowa infrastruktura społeczna tj.: place zabaw czy obiekty usługowe, w tym sklepy i kawiarnie, dzięki którym łatwiej przychodzi nawiązywanie znajomości, a także można spędzić czas w przyjaznym otoczeniu. Problem stanowi również brak wytyczonych ścieżek spacerowych czy dróg rowerowych. Główny i w większości jedyny element zagospodarowania, stanowią rozległe parkingi, zlokalizowane bezpośrednio przy wejściach do bloków, które również likwidują możliwości nawiązania relacji międzyludzkich. Kolejną wadą, związaną z aspektami urbanistycznymi kompleksów mieszkaniowych, które również wpływają na mieszkańców osiedli, jest ogromna skala zabudowy, niedostosowana do społeczności zamieszkującej te tereny. Wszystkie te elementy natomiast wpływają na estetykę, wygląd osiedli oraz ich wizerunek na zewnątrz.

     Wielkie osiedla mieszkaniowe z pewnością należą do najtańszych na rynku nieruchomości, dlatego wiele osób wybiera to rozwiązanie, nie z potrzeby, ale z przymusu. Nie posiadają one bowiem dobrej renomy, nie tylko ze względu na przestrzeń, ale również na społeczności, które zwykle je zamieszkują. Istnieje przekonanie, że w tego rodzaju kompleksach decyduje się na zakup lub wynajęcie mieszkania tzw. „przeciętny Polak”. Zatem można przyjąć, iż tego typu budownictwo skierowane jest do uboższej grupy społecznej. Rodzi to kolejne problemy na tle społecznym. Związane są one przede wszystkim z wyprowadzaniem się mieszkańców o lepszej sytuacji i możliwościach życiowych, napływ osób z tzw. „marginesu społecznego”, a w końcowym efekcie nawet gettoizację takich osiedli. Tego rodzaju zjawiska powodują zmniejszanie poczucia bezpieczeństwa i znacznie obniżają wartość miejskich zespołów mieszkaniowych.

     Wszystkie powyższe aspekty są obecnie zauważalne lub też mogą występować na polskich osiedlach, w przypadku gdy nie zostaną podjęte działania mające na celu poprawę sfery społecznej, przestrzennej oraz ekonomicznej blokowisk. Współcześnie jednak można zaobserwować prowadzenie wzmożonych przedsięwzięć, w celu wprowadzenia zmian na terenach wielkopłytowych kompleksów mieszkaniowych, które zostają poddane rewitalizacji. W takim przypadku jest kilka pojęć, które przedstawiają ten proces tj. m.in. humanizacja czy rehabilitacja osiedli mieszkaniowych.

    Zgodnie z definicją humanizacji osiedli mieszkaniowych mówi się, że są to działania prowadzące do nadania osiedlom „ludzkiej twarzy”, zmierzające do poprawienia jakości środowiska zamieszkania megazespołów mieszkaniowych, realizowanych w technologiach uprzemysłowienia, w wielkiej skali i w przyśpieszonym tempie; humanizacja osiedla ma na celu zapewnienie prawidłowych warunków rozwoju człowieka i realizacji wszystkich jego potrzeb (Gorczyca 2011 za: Krzątała 1984). Można mówić również o rehabilitacji osiedli mieszkaniowych, która stanowi dążenie do odnowy zdegradowanych zespołów mieszkaniowych (Rębowska 2000).

    W Polsce szacuje się, że wielkie zespoły mieszkaniowe stanowią aż 35% wszystkich zasobów w kraju, co pokazuje ogromną skalę problemu i konieczność podjęcia działań rewitalizacyjnych na terenach osiedli. Istotę przekształcania tego rodzaju obszarów jest przyjęcie odpowiednich rozwiązań, wśród nich są m.in.: podział przestrzeni publicznych na strefy o określonych charakterze, które będą łączone ze sobą w zależności od zapotrzebowania mieszkańców oraz rozdzielane poprzez odpowiednie formy zabudowy. Mają również posiadać bardzo urozmaicone możliwości użytkowania. Kolejnym ważnym elementem jest stworzenie terenu, tak aby osoby zamieszkujące bloki, identyfikowały się z otoczeniem i miały poczucie przynależności do społeczności. Przestrzeń musi być projektowana z myślą o mieszkańcach, dlatego należy również zlikwidować tereny niezagospodarowane i te, które nie są skierowane do konkretnej grupy odbiorców. Istnienie takich przestrzeni bowiem nie przyczynia się do zawierania kontaktów sąsiedzkich, a do tego ma, między innymi, prowadzić rewitalizacja zespołów mieszkaniowych. Następnym ważnym elementem jest poczucie bezpieczeństwa. W tym przypadku należałoby zmniejszyć liczbę odizolowanych terenów oraz prowizorycznej, niskiej jakości zabudowy, aby mieszkańcy mieli możliwość swobodnego poruszania się i dobry widok na teren osiedla. Walory estetyczne, w celu poprawy jakości życia ludności, również odgrywają istotną rolę. Zatem konieczne jest, by wprowadzić do wnętrz kompleksów mieszkaniowych zieleń oraz infrastrukturę towarzyszącą. Należy także zaprojektować trasy ruchu pieszego, tak by ułatwiały one poruszanie, jak i nawiązywanie kontaktów międzyludzkich. Często tego rodzaju osiedla są niedostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych, dlatego i ten aspekt stanowi bardzo ważny element w procesie rewitalizacji. (Szafrańska 2010)

    Humanizacja osiedli, która jest procesem trudnym, długotrwałym oraz kosztownym, stanowi również szansę na nawiązanie kontaktów wśród lokalnej społeczności i rozwój gospodarki. Jeśli nie zadba się o integrację ludności, wpojenie poczucia współwłasności oraz edukację mieszkańców osiedla, to efekty rewitalizacji mogą okazać się krótkofalowe i nietrwałe. Obecnie działania rewitalizacyjne na polskich wielkopłytowych osiedlach mieszkaniowych są przeprowadzane w sposób mniej zorganizowany i przemyślany. Skupiają się przede wszystkim na walorach estetycznych, a nie kompleksowym projektowaniu tych terenów z myślą o mieszkańcach.

Bibliografia:

Gorczyca K. Wielkie osiedla mieszkaniowe- diagnoza stanu obecnego, podejmowane działania rewitalizacyjne. K. Gorczyca. [w:] Przestrzenne aspekty rewitalizacji- śródmieścia, blokowiska, tereny przemysłowe, pokolejowe i powojskowe, red. W. Jarczewski, Wyd. Instytut Rozwoju Miast, Kraków, 2009

Szafrańska E., Wielkie osiedla mieszkaniowe w okresie transformacji – próba diagnozy i kierunki przemian na przykładzie Łodzi, [w:] I. Jażdżewska, Osiedla blokowe w strukturze przestrzeni miast, XXII Konwersatorium Wiedzy o Mieście, Wyd. Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź, 2010

Sąsiadek K. Humanizacja Wielkiej Płyty, praca dyplomowa, Gliwice, 2011

sobota, 7 czerwca 2014

Dziedzictwo wielkiej płyty

Michał Jaśkiewicz

W oparciu o: Lizon Peter (1996), East Central Europe: The Unhappy Heritage of Communist Mass Housing, Journal of Architectural Education, Vol. 50, No. 2, 1996, s. 104-114

W swoim artykule opublikowanym w „Journal of Architectural Education” w roku 1996 Peter Lizon (architekt słowackiego pochodzenia) opisuje źródła powstawania wielkich osiedli mieszkaniowych w Europie środkowo-wschodniej po II wojnie światowej. Odwołując się do historii, ewolucji myśli socjalistycznej i będącej jej pochodną architektury, a także własnych doświadczeń, przedstawia przyczyny, które stały za problemem obarczającym obecnie wszystkie kraje dawnego bloku wschodniego, objawiające się w postaci skupisk wzniesionych w nieludzkiej skali budynków, pełniących nierzadko wyłącznie funkcję sypialni miast ich powstania. Pomimo znacznego upływu czasu od daty powstania artykułu, stanowi on cenne źródło informacji o licznych aspektach tworzenia wspomnianych osiedli, jak i punkt wyjścia do rozważań na temat obecnych losów takich kompleksów.

Mieszkalnictwo stanowiło jeden z głównych problemów z którym mierzył się nowopowstały Związek Radziecki. W Rosji spuścizna po czasach caratu stanowiła obraz silnego zaniedbania, na który składał się powszechny głód oraz przeważająca liczba miast, a wraz z nimi mieszkań, pozbawionych dostępu do udogodnień takich jak kanalizacja. Od początku sposobów zaspokojenia ogromnego zapotrzebowania na miejsca do życia upatrywano w standaryzacji i uprzemysłowieniu budownictwa mieszkaniowego, czego pierwszym owocem była idea domów-wspólnot. Założeniem takich obiektów, oprócz stanowienia „sypialni” dla rzeszy robotniczej ludności, była komasacja wszystkich funkcji będących składowymi życia nowego społeczeństwa (w tym kulturalnych). Mimo odważnych (m.in. z powodu nieograniczonego dostępu do upaństwowionych gruntów) planów wysokich, wznoszonych w stylu konstruktywistycznym budynków, otoczonych otwartymi przestrzeniami, skala ich realizacji nie osiągnęła tak imponujących poziomów. Idee te znalazły jednak zastosowanie w niedalekiej przyszłości, w postaci powstających po II wojnie modernistycznych osiedli.

Polityka porewolucyjnego kraju, odnosząca się do architektury, zakładała odwrót od stylów charakterystycznych dla gospodarki kapitalistycznej, co zaowocowało niszczeniem, tak aktywnym jak i przez zaniedbanie, obiektów z pierwszych lat XX wieku. Kolejnym jej efektem było utworzenie stylu, mającego stanowić odzwierciedlenie ideałów i psychologii nowego, kolektywistycznego społeczeństwa. Paradoksalnie socrealizm czerpał garściami ze stylów renesansowych i klasycystycznych, charakterystycznych dla społeczeństw klasowych, co nie przeszkodziło mu jednak stać się po wojnie przewodnim stylem w ZSRR oraz Czechosłowacji, Polsce, Bułgarii, Rumunii, NRD i na Węgrzech. Wraz z nadejściem modernizmu powszechna stała się budowa obiektów mieszkalnych z prefabrykatów, co znacznie przyspieszyło rozwój zasobów mieszkaniowych ww. państw (podany przykład porównuje ok. 15-miesięczny okres budowy 5-6 piętrowego budynku wznoszonego tradycyjną metodą z trwającą ok. 9 miesięcy budową 8 piętrowego gmachu z wielkiej płyty). Skutkiem skupienia się komunistycznych władz, mających praktyczny monopol na budownictwo, na zapewnieniu ludziom dachu nad głową, była monofunkcyjność i wizualna uniformizacja, której towarzyszyła niska jakość wykonania. Rzadko kiedy przywiązywano uwagę do tworzenia atrakcyjnych przestrzeni wokół bloków, co potęgowało nieprzystawalność ich charakteru do ludzkich potrzeb. Niebagatelną kwestią była marginalizacja roli architekta do wytyczania ogólnych zarysów nowych osiedli, z naciskiem na projektowanie układów umożliwiających pomieszczenie jak największej liczby mieszkańców, nierzadko sięgającej 100 tysięcy.

Do wspomnianego wyżej problemu, również z pozycji osobistych doświadczeń, autor nawiązuje w ostatniej części artykułu, będącej studium przypadku kompleksu mieszkaniowego na przykładzie osiedla Petrzalka w Bratysławie, którego budowa na prawym brzegu Dunaju rozpoczęła się w 1974 roku. Na przełomie lat 1966/67 miał miejsce konkurs na jego projekt, w którym udział brał również autor. Wytyczne zakładały mieszczący się na 1806 hektarach kompleks dla 140 tysięcy mieszkańców, ze średnią powierzchnią mieszkań rzędu 45 m2, obejmujący również pełne zaplecze usługowe ze szkołą wyższą, centrum rozrywki, stadionem, hipodromem itd. Przyznanie głównej nagrody pięciu różnym pracowniom przyniosło efekt w postaci kompromisowego planu przygotowanego przez biuro głównego architekta miasta. W momencie powstania artykułu w blokach Petrzalki było łącznie ok. 50 tysięcy mieszkań. Postulowane w projektach centrum usługowe i kompleks sportowy nie zostały zrealizowane. Jak zaznaczono w artykule osiedle (a właściwie dzielnica) w roku 1996 cechowała się dość dobrym zapleczem usługowym, ale występowały tam takie problemy jak silny niedobór miejsc pracy oraz niedostatki transportu, co stanowiło o ściśle „sypialnianym” charakterze miejsca. Przeprowadzone w 1991 roku konsultacje z udziałem międzynarodowego grona ekspertów pokazały, ze do „uczłowieczenia molocha” konieczne jest wybudowanie wszystkich brakujących elementów funkcjonalnych, które ułatwią jego podział na mniejsze społeczności, oraz stworzenie jednostek sąsiedzkich o większym wpływie na kształtowanie i ochronę wspólnych przestrzeni. Postulowano także introdukcję dużej ilości różnego rodzaju działalności gospodarczych.

Wydaje się że najtrudniejszym problemem przed jakim nadal stoją osiedla opisywanego typu to charakter istniejącej zabudowy, ich skala, funkcje i, nierzadko, stale pogarszający się stan. Ograniczone zasoby mieszkaniowe państw postsocjalistycznych nie pozwalają na tak radykalne rozwiązania jak wyburzenia (vide Pruitt-Igoe w St. Louis, USA), zamiast tego szuka się rozwiązań na polepszenie stanu osiedli, dostosowanie ich do obecnych potrzeb, wizualne uatrakcyjnienie.

Wielkie osiedla mieszkaniowe są elementem jednako charakterystycznym dla wszystkich obszarów Polski. Według niektórych szacunków mieszka w nich ponad 8 milionów obywateli (Węcławowicz, 2007). Do opisu zmian strukturalnych, które zachodziły w nich przez dwie dekady od zmiany ustrojowej posłużyć mogą przykłady z Łodzi, gdzie bloki zamieszkuje ponad 300 tysięcy osób (Szafrańska, 2010). Pierwszą gałęzią są zmiany społeczno-przestrzenne: Na łódzkich osiedlach nastąpiła intensyfikacja mieszkaniowej zabudowy, w postaci nowych, odmiennych fizjonomią budynków, zasiedlonych przeważnie przez ludność o wyższym statusie społecznym niż w pozostałych budynkach osiedli. Spowodowało to zróżnicowanie monotonnej dotychczas przestrzeni blokowisk, w niektórych przypadkach również przerwanie pewnej ciągłości przestrzennej, o czym można mówić zwłaszcza w przypadku grodzonych obiektów. W warstwie funkcjonalno-przestrzennej doszło introdukcji znacznej ilości usług komercyjnych, lokalizowanych w nowopowstających budynkach usługowo-handlowych lub poprzez zmianę funkcji w dotychczasowej zabudowie. Zauważony został spadek udziału usług niekomercyjnych. Oprócz samodzielnych punktów usługowych na osiedla wprowadzane były wielko powierzchniowe obiekty handlowe. Ponadto następowało zagospodarowywanie jako tereny zieleni i wyposażanie w infrastrukturę rekreacyjną niektórych obszarów  dotychczas niezagospodarowanych. Inną zmianą w przestrzeni była budowa obiektów sakralnych – na obszarze łódzkich osiedli powstało ich 15. Główne zmiany w wyglądzie osiedli, oprócz wymienionych już nowych budynków mieszkaniowych czy usługowych, przybierały postać wprowadzenia nowych kolorów elewacji starszych budynków, jak i zmiany stolarki okiennej, wejść do klatek schodowych itp., a także poprawę stany osiedlowej zieleni. Zmiany te, ujmowane całościowo, oceniono w niektórych przypadkach jako wzmagające chaos i nie służące estetyce. Pamiętać też należy, iż w przypadkach wszystkich wymienionych zmian, z większą intensywnością zachodziły one na osiedlach nowszych, a więc powstałych po drugiej połowie lat 70’ (Szafrańska, 2010)

Na podstawie przedstawionych powyżej przykładów wnioskować można, że proces modernizacji wielkich osiedli mieszkaniowych w Polsce w dużej mierze nie jest procesem planowanym – kształtuje go rozwijający się wolny rynek. Powoduje to zmiany zarówno pozytywne (wzrost estetyki, dostępności usług) jak i negatywne (zanik usług niekomercyjnych, fragmentacja przestrzeni). Towarzyszą mu jednak publiczne inwestycje w tereny urządzonej zieleni, mające wszechstronnie pozytywne znaczenie w poprawie życia w blokach. Rozwój funkcjonalny prowadzi do zwiększenia liczby miejsc pracy, a więc łagodzi problem ich niedostatku sygnalizowany wcześniej ta takich osiedlach. Pojawienie się funkcji wcześniej na nich niedostępnych zmniejsza potrzeby mieszkańców do opuszczania ich, na co wpływ ma też ich równomierne rozmieszczenie.


Bibliografia:

Lizon Peter (1996), East Central Europe: The Unhappy Heritage of Communist Mass Housing, Journal of Architectural Education, Vol. 50, No. 2, 1996, s. 104-114

Szafrańska Ewa (2010), Wielkie osiedla mieszkaniowe w okresie transformacji – próba diagnozy i kierunki przemian na przykładzie Łodzi, w Jażdżewska I. (red.), Osiedla blokowe w strukturze przestrzeni miast, XXII Konwersatorium Wiedzy o Mieście, Wyd. Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź


Węcławowicz Grzegorz (2007), Geografia społeczna miast, PWN, Warszawa