niedziela, 18 grudnia 2016

Fenomen mikroapartamentów

Barbara Gąszczyk

W dzisiejszych czasach wzrost urbanizacji i wyraźny trend przenoszenia się ludności do miast skutkuje poważnymi problemami mieszkalnymi w dużych miastach. Nowatorskie rozwiązania w ich centrach są bogate czasem w abstrakcyjne pomysły. Jednym z nich mogłyby się wydawać mikroapartamenty. 
            Czym tak naprawdę są? To mieszkania o powierzchni od kilku do dwudziestu kilku metrów, wyposażone  w łazienkę i aneks kuchenny. Lokale te zazwyczaj projektowane są z myślą o jednym lokatorze, któremu mają zapewnić pełną wygodę pomimo małego rozmiaru i zredukowania funkcji do minimum. Jako największy lokal jako mikroapartement opisano mieszkanie o metrażu 33,44m2, jednak najbardziej charakterystyczne mieszkania dla tego typu mają powierzchnię 10 - 20m2.
            Idea mikroapartementów nie jest zupełnie nowa – w Japonii  zdobyły one popularność w latach 80. XX  wieku. Duża liczba ludności w miastach takich jak Tokio, gdzie żyje prawie 38 milionów mieszkańców generuje duże zapotrzebowanie na mieszkania i domy. Ograniczona przestrzeń powoduje, że podaż stanowi problem. Przez wysokie ceny gruntów, podatki i wymagania prawne dotyczące budowy domów, co jest związane z występującymi trzęsieniami ziemi oraz huraganami, na domy do jakich jesteśmy przyzwyczajeni decydują się tylko bogatsi Japończycy, i to też na przedmieściach, w oddaleniu od centrum. Dla tych których nie stać na taki luksus, i dla tych którzy preferują bliskość centrum, pozostają mieszkania i tak zwane „mikroapartamenty”. I to właśnie te Tokijskie nieruchomości stanowią coś odmiennego niż to do czego przyzwyczaił się zachodni świat. Dodatkowo japońscy architekci starają się zastosować rozwiązania mające zapewnić maksymalny komfort na małej przestrzeni poprzez umiejętne ulokowanie budynków na działkach o wymiarach 3,6 metrów szerokości na 8,2 metrów długości. Takie zabudowania nie należą do rzadkości w centrum Tokio. Żeby poradzić sobie z niedostatkiem przestrzeni architekci sięgają po sztuczki związane z kształtami, światłem czy materiałami. Dzięki nowym rozwiązaniom i nieszablonowemu myśleniu powstają osobliwe domy które przyciągają wzrok, i zarazem są w pełni funkcjonalne. Budynki mikroapartamentowców zaczęły powstawać w Europie i w Stanach Zjednoczonych w XXI wieku , gdzie są równie popularne. Prezentowały szansę na osiągnięcie pewnej niezależności mieszkaniowej bez dużego kredytu. Pierwszy w Polsce budynek tego typu związany jest z inwestycją Starter, która powstała w zaadaptowanym hotelu studenta we Wrocławiu.
            We wrocławskim Starterze przeprowadzono badanie, które miało dotyczyć tego co charakterystyczne dla mikroapartamentów oraz to czym mogą przejawiać się różnice w ich funkcjonowaniu w porównaniu do większych mieszkań. Badanie miało charakter eksploracyjny i składało się z wywiadów pogłębionych z lokatorami. Wszyscy okazali się być studentami, z których żaden nie pochodził z Wrocławia więc posiadanie własnego mieszkania jest pewnego rodzaju usamodzielnieniem. Zainteresowanie badania opierało się na personalizacji mieszkania, codziennego funkcjonowania, wpływu organizacji przestrzeni, relacji sąsiedzkich i praktyk zapraszania gości.
            Badanie wykazało, że w dłuższej perspektywie funkcjonowanie w mikroapartamencie ma wpływ na mieszkańca. Uczy systematyczności i samodyscypliny, codzienne czynności wymagają tych samych powtarzalnych procedur, które aby zapewnić komfort powinny być przyporządkowane specjalnym regułom. Podobnie jest w przypadku personalizacji przestrzeni lokalu – nie każdy przedmiot zmieści się na takim małym metrażu. Patrząc na to z drugiej strony mikroapartamenty nie różnią się od zwykłego mieszkania. Dzieli się je na podobne strefy, które reprezentują pokoje. Pozwalają też na zapewnienie tego samego poczucia komfortu.  Jednak powstają też niedogodności związane z ograniczeniem przestrzeni do minimum uniemożliwiając wstawienie „standardowych” mebli. Kluczową kwestią okazała się umiejętność dostrzeżenia w mikroapartamencie mieszkania z aneksem kuchennym, a nie samego pokoju co pozwala na wytworzenie swojego własnego i wyjątkowego miejsca. Własnoręczna organizacja przestrzeni ma ogromny wpływ na samopoczucie mieszkańca. Polega to na samodzielnym wydzieleniu przestrzeni tak aby poukładać rzeczy zgodnie z własnymi przekonaniami. Zamieszkiwanie takiej małej przestrzeni wiąże się z poczuciem samotności co skłania do nawiązywania relacji sąsiedzkich.
            Bywają także skrajne przypadki mikroapartamentów tak zwane „geki sama”, które znajdują się w Japonii. Są to mikroskopijnie „mieszkania” o powierzchni 3 metrów kwadratowych i  tego powodu nazywane są trumnami. Tak naprawdę jest to tylko miejsce do spania, ze wspólną łazienką na korytarzu, i nic więcej. Niestety stanowią one rzeczywistość dla pokaźnej grupy młodych Japończyków którzy chcą mieszkać w mieście, ale nie pochodzą z zamożnych rodzin, i nie stać ich na nic więcej. Jednocześnie za taką wątpliwą „przyjemność” mieszkania w schowku muszą oni płacić nawet równowartość 1800 złotych miesięcznie. Pomimo tego cieszą się one dużą popularnością, a jedyne przeciwwskazanie dla takiego mieszkania to klaustrofobia, która w takich warunkach na pewno daje się w znaki.
            Mikroapartamenty mogą okazać się dobrą i jedyną alternatywą dla mieszkalnictwa w miastach w przyszłości kiedy przestrzeń w miastach będzie czymś bardzo pożądanym i cennym. Niektórzy sądzą, że mieszkanie na tak małych powierzchniach jest nie do przyjęcia jednak takie rozwiązanie może okazać się praktyczne dla przeludnionych miast w ciągu kilkunastu lat.


Źródła:
Wilk W., 2016, Mikroapartamenty., Analiza przestrzonno-społeczna, [w:] Jewdokimow M., Łukasik M. (red.), Socjologia zamieszkiwania, narracje, dyfuzje, interwencje, Wydawnictwo Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, Warszawa, s. 173-208

Koncepcja Housing First – „Najpierw Mieszkanie” a bezdomność w Polsce

Jakub Czechowski, Hubert Drobik

Bezdomność nie jest chorobą, jednakże jej wieloletnie doświadczanie sprawia, iż za takową można ją uznać. Brak odpowiednich warunków do życia, chociażby wygodnego snu i zdrowego pożywienia, doprowadza człowieka do ruiny, wywołuje niezliczone choroby – psychiczne i cielesne. To zjawisko społeczne bezpośrednio dotyczy pojedynczych osób, stanowiących niewielki, choć zazwyczaj znaczący procent populacji danego państwa, w wyniku czego jego skutki odczuwane są w całych społecznościach. Cierpiące jednostki bardzo rzadko potrafią same sobie pomóc, zagwarantować mieszkanie oraz opiekę zdrowotną i pracę, a większość społeczeństwa takiej pomocy po prostu udzielić nie chce, choć ma możliwości. W związku z tym walką z bezdomnością najczęściej zajmuje się państwo.

Sposobów zwalczania bezdomności jest de facto bardzo wiele i choć większość z nich opiera się przeważnie na spontanicznym, doraźnym wsparciu, wyróżniają się również dobrze działające systemy pomocy, często długotrwałej i skutecznej. Aktualnie uwagę przyciąga stosukowo „świeża” koncepcja Housing First [pol. Najpierw Mieszkanie], po raz pierwszy zastosowana w USA we wczesnych latach 90. XX wieku, która z czasem zaczęła trafiać w łaski rządów innych państw. [1]

Koncepcja ta stanowi efektywną alternatywę dla systemów bardziej tradycyjnych, mających na celu umieszczanie bezdomnych w schroniskach, bądź przemieszczanie ich pomiędzy różnymi etapami „mieszkania” – ulica, schronisko, mieszkanie tymczasowe, mieszkanie „własne”/współdzielone, zależenie od potrzeb, możliwości oraz ich zachowania w społeczeństwie. Housing First zakłada szybkie przeniesienie osoby bezdomnej, bądź bezdomnych rodzin, korzystających z oferowanej pomocy (jadłodajnie, itd.), bezpośrednio z ulicy do własnego mieszkania (często wynajmowanego). Nowy lokator niejednokrotnie ma możliwość, w miarę możliwości, nie tylko wpływu na lokalizację, ale także wyposażenie lokalu. Następnie program przewiduje dla niego stałe wsparcie, przy czym po pewnym czasie ściśle określona część dochodu lokatorów przeznaczana zostaje na czynsz (np. 30%), a w wypadku ich braku cała suma zostaje opłacona z programu, bądź uregulowana w inny sposób. Fundamentem tej koncepcji, odróżniającym ją od podejścia tradycyjnego, jest to, iż to nie przyczyny i skutki bezdomności mają zostać w pierwszej kolejności ukazane i zwalczone, aby osoba bezdomna mogła uzyskać nagrodę–mieszkanie, lecz to przydzielone od razu mieszkanie ma być podstawą rozwiązania zaistniałych problemów, gdyż „mieszkanie” (jako czynność odbywana w mieszkaniu) jest jednym z podstawowych praw ludzkich, niezależnie od uzależnień itp. [2 i 3]

Housing First oparte jest na wieloletnich badaniach i praktykach. Główną światową organizacją, która od ponad dwóch dekad zajmuje się programem jest Pathways to Housing Inc. W drodze współpracy system ten realizowany jest w setkach miastach USA, Kanady oraz Europy, a z czasem wiele rządów wypracowało własne odpowiedniki tej koncepcji. Z praktyki walki z bezdomnością wynika, iż programy Housing First oraz im podobne odnoszą znacznie większe sukcesy niż programy tradycyjne, dzięki bardziej humanitarnemu podejściu do osób „wykluczonych”. W odróżnieniu od podejścia tradycyjnego osoba bezdomna nie jest radykalnie i bezwzględnie zmuszana do zmiany, aby mogła coś osiągnąć, a wstąpienie do programu jest znacznie łatwiejsze i spójniejsze z priorytetami bezdomnych (nie uważają leczenia uzależnień itd. za pierwszą potrzebę na ulicy). Ponadto bezdomny posiada szerszy wybór, także dotyczący elementów związanych z przyszłym zamieszkaniem oraz uzyskiwanymi przez niego pieniędzmi, a oferowana mu pomoc jest stała, bardziej opiekuńcza. „Najpierw Mieszkanie” sprawia, że bezdomny ma świadomość, iż w stałym miejscu zamieszkania ma większe szanse na przetrwanie i sukces w terapii, co potwierdzają wyniki. Opisywany program uzyskuje wskaźniki efektywności rzędu do 85%. Dla porównania w 1999 roku w Filadelfii, USA, w ramach programów tradycyjnych tylko 1/3 osób, które uzyskały mieszkanie, pozytywnie ukończyła program i nie powróciła na ulicę, bądź innych instytucji dla bezdomnych. [1 i 2]

Bezdomni często borykają się z licznymi problemami, takimi jak: choroby psychiczne (np. uzależnienie od alkoholu i używek), niemożność zdobycia pracy, złe stosunki z rodziną, negatywne nastawienie do reszty społeczeństwa. Tak jak każdy z nas jest inny, również i wśród tych osób znajdują się postaci, które mniej lub bardziej pragną wyrwać się z błędnego koła, w którym się znalazły (w przeciwieństwie do bezdomnych niechętnych do jakiejkolwiek współpracy). Korzystają one z pomocy, lecz ich problemy nie pozwalają na szybki „awans” w tak zwanej „drabince” nagród. Zdarza się, że uzależnienie całkowicie zamyka możliwość uzyskania jakiegokolwiek mieszkania, bądź nawet samego pomieszczenia do życia. Program Housing First wydaje się być znacznie skuteczniejszym systemem niż koncepcje tradycyjne. Gdy bezdomny w pierwszej kolejności otrzyma mieszkanie i pomoc z nim związaną, zobaczy że ma możliwość posiadania ciepłej sypialni, czystej łazienki oraz pełnej pożywienia kuchni. Po uczuciu komfortu, godności, nadziei i perspektywy nowego życia, specjaliści starają się takiej osobie pomóc ostatecznie wyleczyć wszelkie problemy oraz na nowo wprowadzić ją do życia w społeczeństwie. [2]

Odniesienie koncepcji Housing First do polskich realiów nie jest łatwe. W naszym podejściu do bezdomności dominują tendencje tradycyjne, a wprowadzanie zmian nierzadko bywa wrogo przyjmowane. Trzeba jednak zauważyć, że program ten zyskał dużą renomę w regionach wysoko rozwiniętych, takich jak Ameryka Północna oraz Europa Zachodnia, cechuje się dużą skutecznością, a ponadto najczęściej redukuje on koszty wynikające z programów aktualnych, opartych na schroniskach, jadłodajniach oraz mieszkaniach Ośrodków Pomocy Społecznej, a także wynikających z ich niezbyt efektywnego działania elementów ubocznych, jak angażowanie policji i innych instytucji, pomimo tego, iż sam tworzy dość wysokie koszty początkowe i bieżące (co udowodniono w USA i Finlandii). Ponadto program ten rekomendowany i finansowany jest przez Unię Europejską, ale prób jego w prowadzenia w Polsce jak do tej pory było bardzo niewiele. [3]

Wydaje się więc, że koncepcja Housing First powinna zostać przyjęta poważnie, jak najszybciej wprowadzona w sakli kraju i długotrwale realizowana, jednak w najbliższych latach nie należy tego oczekiwać. Tym bardziej, gdy profesjonalne badania statystyczne dotyczące bezdomności w Polsce prowadzone są zaledwie od kilku lat.

Badania bezdomności w Polsce

Interesujące rozważania definicyjne dotyczące bezdomnych zawarł Michał Porowski. Podaje on, iż bezdomność jest to względnie trwała sytuacja człowieka pozbawionego dachu nad głową albo nieposiadającego własnego mieszkania. [4] „Pojęcie bezdomności powinno być odnoszone do wzorów obyczajowych określających sposoby zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych, cech jakościowych, które decydują o uznaniu za mieszkanie miejsca w tym celu użytkowanego, a także przyjętych standardów, ocen i przeżyć indywidualnych, które dają poczucie posiadania mieszkania – domu. Domu to znaczy odpowiednio urządzonej przestrzeni, która zapewnia człowiekowi godną z punktu widzenia danej kultury egzystencję, poczucie stabilizacji oraz warunki wystarczające do spełnienia przezeń funkcji życiowych i urzeczywistnienia odczuwalnych potrzeb”. [5]

Trudność w zdefiniowaniu pojęcia bezdomności koresponduje z problemem określenia rzeczywistej liczby bezdomnych. Skala zjawiska bezdomności zostanie zdiagnozowana zimą 2017 r. w ramach trzeciego Ogólnopolskiego badania liczby osób bezdomnych w oparciu o Typologię ETHOS, [6] w świetle której bezdomność to znajdowanie się w precyzyjnie określonych sytuacjach mieszkaniowych, a nie tylko spełnianie skomplikowanej definicji ustawowej. Dlatego przewidziane na rok 2017 badanie przeprowadzone powinno być  zgodnie z rekomendacją Rzecznika Praw Obywatelskich w drodze badań socjodemograficznych. W ramach pierwszego Ogólnopolskiego badania bezdomności metodą „liczenia głów w określonym punkcie i czasie” w praktyce spisano przebywających w placówkach dla bezdomnych oraz w przestrzeni publicznej ponad 30 600 osób, gromadząc jednocześnie kwestionariusze z badaniami socjodemograficznymi zawierającymi charakterystykę policzonych osób. Określone zostały m.in. informacje o miejscu zameldowania, przebywania, długości bezdomności oraz jej przyczynach. Analiza kwestionariuszy przez niezależnych badaczy przeprowadzona w celu weryfikacji przydatności danych do szacowania skali bezdomności chronicznej pozwoliła na ujawnienie wad badania, np. dużej zależności wyników od organizacji, błędnych interpretacji oraz sformułowania rekomendacji. Ustalono w  wyniku analizy liczbę osób chronicznie bezdomnych (tzn. najczęściej bezdomnych przez długi okres czasu z jednoczesną chorobą psychiczną, np. uzależnieniem) na 5 338. [7]

Drugie Ogólnopolskie badanie liczby osób bezdomnych (21/22 styczeń 2015) przeprowadzono w poszerzonej liczbie placówek w porównaniu z 2013 rokiem i policzono 36 000 osób w oparciu o definicję bezdomności „w danym punkcie i czasie”.  Niestety nie przeprowadzono badań socjodemograficznych z kwestionariuszem mimo rekomendacji z Ogólnopolskiej Federacji na rzecz Rozwiązywania Problemu Bezdomności z grudnia 2014 r. Istotna z uwagi na powyższe wydaje się rekomendacja RPO w sprawie badania w 2017 r. dotycząca poprawienia organizacji badania, bo przy metodzie „liczenia głów w punkcie i czasie” ma ona kluczowe znaczenie dla wyniku. Jako przykład RPO podaje, że „dzięki zaangażowaniu i przeszkoleniu wszystkich służb, liczba policzonych w 2015 roku względem 2013 wzrosła o 372%”. [8]

Ustalenie skali zjawiska bezdomności w Polsce należy uznać za kluczowy element. Rozmiary zjawiska są na tyle duże i złożone, że nie można precyzyjnie określić rzeczywistej liczby bezdomnych. Liczby te różnią się w zależności od tego jak przeprowadzone jest badanie i kto je podaje. Niewątpliwie zjawisko bezdomności w Polsce jest problemem masowym. Dlatego dobra diagnoza i określenie ile osób w Polsce dotyka bezdomność oraz jakie są potrzebne działania (np. Housing First), aby pomóc osobom „wykluczonym” stanowi podstawę rozważań, które należy w przyszłości przedsięwziąć.


Źródła:
[1] Red.: Julia Wygnańska, Najpierw mieszkanie: Materiały Źródłowe, http://www.czynajpierwmieszkanie.pl/content/uploads/2014/11/najpierw_mieszkanie-materialy_zrodlowe-IUS.pdf, dostęp 16.12.2016 r.
[2] http://www.czynajpierwmieszkanie.pl/aktualnosci/
[3] https://en.wikipedia.org/wiki/Housing_First
[4] M. Porowski, Bezdomność – obraz zjawiska i populacji ludzi bezdomnych, [w:] Pedagogika społeczna: człowiek w zmieniającym się świecie, red. T. Pilch, I. Lepalczyk, Żak, Warszawa 1995, s. 434
[5] Romuald Dobrzeniecki Bezdomność jako problem społeczny http://www.kulturaswiecka.pl/node/301, dostęp 16.12.2016
[6] Po przystąpieniu Polski do UE, Europejskie Obserwatorium Bezdomności FEANTSA zleciło analizę wg Typologii Bezdomności i Wykluczenia Mieszkaniowego ETHOS
[7] http://www.czynajpierwmieszkanie.pl/rzecznik-praw-obywatelskich-o-diagnozowaniu-bezdomnosci/

[8] http://www.misja.com.pl/liczba-osob-bezdomnych-w-2015/

Gentryfikacja na przykładzie Warszawy



Estera Pobłocka

Pojęcie gentryfikacji pojawiło się w latach 60. ubiegłego wieku i zostało pierwszy raz zastosowane przez brytyjską socjolog Ruth Glass. Od tamtego czasu ten termin znacznie się rozwijał, wraz z kolejnymi badaniami w tej dziedzinie. Na początku oznaczał on jedynie wzrost statusu społecznego byłych dzielnic robotniczych oraz odnowę znajdującej się w nich zabudowy, natomiast dzisiaj jest rozumiany również, jako przemiany społeczno-przestrzenne, nie tylko w wielkich miastach, ale także w małych miastach i na terenach wiejskich (Marcińczak, 2015, s. 13). Gentryfikacja polega na wypieraniu klas niższych z ich dotychczasowego miejsca zamieszkania i zajmowania tych miejsc przez bogatych ludzi z klas wyższej i średniej. Jest ona różnie pojmowana, jedni odnoszą się negatywnie do tego zjawiska, a drudzy traktują je pozytywnie, ponieważ niesie ono za sobą rewitalizację zasobów mieszkaniowych. Do negatywnych skutków gentryfikacji należą m.in. konflikty społeczne, wzrost cen na pewnym jej etapie, bezdomność, mniejsza dostępność mieszkań w objętej tym zjawiskiem dzielnicy, czy usunięcie z niej przedstawicieli niektórych zawodów oraz przemysłu. Jako pozytywne skutki gentryfikacji można wyróżnić wzrost wartości nieruchomości, zmniejszenie urban sprawl czyli rozlewania się miasta, zmniejszenie przestępczości, czy odnowę budynków (Jadach-Sepioło, 2007).
             
Gentryfikację dzieli się na cztery rodzaje: tzw. yuppifikację, czyli przekształcenie specyfiki dzielnicy na skutek usunięcia klasy niskiej przez ludzi przeważnie samotnych, zajmujących się finansami, bądź specjalistami od zaawansowanych technologii; cząstkową gentryfikację, czyli dotyczącą inteligencji, niezbyt bogatej klasy średniej, ale przykładającej wagę do kultury; modernizację, która obejmuje głównie zabudowę zabytkową i niesie za sobą bezkonfliktową wymianę mieszkańców, również z wymianą pokoleniową; oraz modernizację przeprowadzaną przez wieloletnich najemców, charakteryzującą się małym ruchem ludności lub jego całkowitym brakiem (Jadach-Sepioło, 2007). W obecnych czasach gentryfikacja objęła swoim zasięgiem niemal całą kulę ziemską, a badania dotyczące  tego zjawiska coraz bardziej się rozwijają. Dzisiaj jest ona istotną częścią urbanizacji (Grzeszczak, 2010, s. 94).
             
Jako przykład do scharakteryzowania tego zjawiska bardziej szczegółowo wybrałam Warszawę. Dzielnicą, której przede wszystkim dotyczy to zjawisko, jest Śródmieście. Jest ona chętnie wybierana przez bogatszych mieszkańców, ze względu na wiele korzystnych aspektów, np. doskonałą komunikację. Powstają tam nowe osiedla, bądź rewitalizowane zostają stare zasoby mieszkaniowe, a inwestorami są głównie prywatni deweloperzy (Marcińczak, Sagan, Stępniak, 2015, s.139-140). Proces gentryfikacji przebiegający na warszawskim Śródmieściu jest stosunkowo powolny i słabo natężony, ponieważ inwestycji rewitalizacyjnych jest niewiele, a standard zasobów mieszkaniowych nie podwyższa się, tak aby zachęcić zamożniejsze warstwy społeczne do zamieszkania w tej dzielnicy. Problemem są też nierzadko skomplikowane i nierozstrzygnięte stosunki własnościowe, które blokują modernizację starych kamienic i innych przedwojennych budynków. Nieco inaczej gentryfikacja wygląda na Powiślu, gdzie powstaje wiele nowych inwestycji (Marcińczak, Sagan, Stępniak, 2015, s. 146-147). Miejscami, gdzie gentryfikacja przebiega najmocniej jest Powiśle, okolice Biblioteki UW oraz Centrum Nauki Kopernik oraz obszar od Pl. Zbawiciela do Al. Jerozolimskich. Widoczne jest tam silne zróżnicowanie, polegające na sąsiedztwie starych, zaniedbanych kamienic, zasiedlonych przez ubogich mieszkańców oraz zmodernizowanych lub nowopowstałych budynków. Gentryfikacja przebiegająca w stolicy przypomina new-build gentrification, ponieważ głównymi aktorami są tutaj deweloperzy, którzy tworzą nowoczesne osiedla mieszkaniowe o wysokim standardzie (Jakóbczyk-Gryszkiewicz, 2015, s. 151-153).
             
Z własnej perspektywy mogę stwierdzić, za autorami powyżej przytaczanych wniosków, że gentryfikacja w Warszawie jest mało natężona. Istnieje jeszcze wiele kamienic, które wymagają odnowy i obszarów, które potrzebują rewitalizacji. Przykładem jest Praga Północ. Zmiany są zauważalne, jednak postępują one bardzo powoli. Mimo, że wizerunek tej dzielnicy zaczyna stopniowo się zmieniać, to jednak wciąż nie jest on zbyt dobry. Wydaje się, że gentryfikacja mogłaby pomóc, aby tenże wizerunek uległ poprawie. Z drugiej strony, opisywane zjawisko niesie ze sobą również wcześniej wspomniane negatywne aspekty, jednak w wielu przypadkach sprawia ono wrażenie jedynego rozwiązania, aby stan zasobów mieszkaniowych uległ zmianie, podwyższył się ich standard, czego skutkiem byłaby przyjazna przestrzeń.


Źródła:

Grzeszczak J., 2010, Gentryfikacja osadnictwa. Charakterystyka, rozwój koncepcji badawczej i przegląd wyjaśnień, Instytut Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania im. Stanisława Leszczyckiego, PAN

Jadach-Sepioło A., 2007, Gentryfikacja miast, [w:] Problemy rozwoju miast. Kwartalnik Naukowy Instytutu Rozwoju Miast, nr 3/2007, s. 64-77

Marcińczak S., 2015, Problematyka gentryfikacji w literaturze zachodniej, [w:] Procesy gentryfikacji w obszarach śródmiejskich wielkich miast na przykładzie Warszawy, Łodzi i Gdańska, red. Jakóbczyk-Gryszkiewicz J., PAN, Komitet Przestrzennego Zagospodarowania Kraju, Studia, Tom CLXV, Warszawa, 2015

Marcińczak S., Sagan I., Stępniak M., 2015, Specyfika procesów gentryfikacji w śródmieściach Warszawy, Łodzi i Gdańska, [w:] Procesy gentryfikacji w obszarach śródmiejskich wielkich miast na przykładzie Warszawy, Łodzi i Gdańska, red. Jakóbczyk-Gryszkiewicz J., PAN, Komitet Przestrzennego Zagospodarowania Kraju, Studia, Tom CLXV, Warszawa, 2015

Procesy gentryfikacji w obszarach śródmiejskich wielkich miast na przykładzie Warszawy, Łodzi i Gdańska, red. Jakóbczyk-Gryszkiewicz J., PAN, Komitet Przestrzennego Zagospodarowania Kraju, Studia, Tom CLXV, Warszawa, 2015

Bezdomność w dwudziestoleciu międzywojennym a dziś w kontekście polityki mieszkaniowej.

Daria Becmer

W oparciu o: Filip Springer, 2015, „13 pięter”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec

„6 września. Ulica Pawia 64a. Kupiec Noe Wajman zalega ze spłatą komornego za dziesięć miesięcy. Właściciel grozi mu eksmisją. W środku nocy żona Wajmana wychodzi na klatkę schodową, staje na parapecie. Dostrzegają to Noe i ich siedemnastoletnia córka Linda. Razem dopadają okna i łapią kobietę za nogi, ale ta wyrywa im się po kilku sekundach szamotaniny i skacze. Ginie na miejscu.”
„9 września – siedem samobójstw, w tym dwa skoki z mostu.”
„17 października – cztery samobójstwa.”
„29 października. Ulica Marszałkowska 137. Maria Złotnicka, od kilku dni bezdomna, wchodzi z dwojgiem dzieci na ostatnie, piąte piętro kamienicy. Otwiera okno na klatce schodowej. Wyrzuca przez nie najpierw syna, później córkę, na końcu skacze sama.”

To tylko kilka z wielu przykładów lakonicznych notatek z czasopisma „Robotnik” z 1931 r., które Filip Springer przywołał w swojej książce „13 pięter” (s. 5, 6) – reportażu o rynku, polityce i sytuacji mieszkaniowej ludności Polski. Autor dobitnie przedstawił przygnębiający obraz Warszawy dwudziestolecia międzywojennego i skonfrontował go z ówczesnymi problemami społeczeństwa - nie tylko stolicy, ale również innych miast Polski. O ile do opisu realiów rządzących II RP posłużył się źródłami takimi jak np. kroniki i pamiętniki historyczne, dzieła innych autorów, magazyny czy też źródła internetowe, to obecną sytuację mieszkaniową przedstawił m.in. za pomocą wspomnień, opowieści i komentarzy ludzi z którymi osobiście się spotkał i rozmawiał.

Bezdomność
Pojęcie bezdomności jest różnie rozumiane w zależności od upływu czasu oraz ogólnych warunków mieszkaniowych i społecznych. Wielu badaczy twierdzi, że nie można jednoznacznie zdefiniować tego problemu ze względu na jego wieloaspektowość i złożoność. Postrzegany jest on zarówno w kategoriach społecznych, kulturowych i psychologicznych, jak i w gospodarczych czy politycznych. Dla niektórych osób bezdomność to brak poczucia przynależności do danego miejsca, lecz dla innych fizyczny brak dachu nad głową. Bezdomność wynika z różnych czynników, np. utraty pracy, kłopotów finansowych, eksmisji, alkoholizmu, choroby, rozpadu więzi, przemocy w rodzinie czy polityki mieszkaniowej kraju i ogólnych warunków ekonomiczno-gospodarczych. (Dobrzeniecki, 2009).
Jak ludzie opisują dom? Odpowiedzi na to pytanie można znaleźć w reportażu Springera (2013, s. 124, 125):
„Borys: Żeby był dom to ja muszę mieć taką pewność, wiesz, taką bezpieczną pewność, że jeśli tylko zechcę, to będę mógł zasnąć w każdym pomieszczeniu.”
„Krzysztof: Dom będzie wtedy, jak ja sobie nie będę musiał odmawiać kupowania przedmiotów (…).”
„Tadeusz: Musi być ciepło. Reszta jest nieważna. Jak w domu robi się zimno, to on przestaje być domem. Staje się pomieszczeniem.”
„Kasia: Dom jest tam, gdzie można się przespać.”

Bezdomność 20-lecia międzywojennego
Problem bezdomności towarzyszył polskiej społeczności (i nie tylko polskiej) od zawsze w mniejszym lub większym stopniu, lecz chyba nigdy na tak wielką skalę jak w latach 20. i 30. XX wieku. W 1924 r. Warszawę zamieszkiwało około pięciuset bezdomnych. Były to w głównej mierze powojenne sieroty, osoby repatriowane ze wschodu lub zdemobilizowani żołnierze. To właśnie w tym roku weszła w życie ustawa umożliwiająca eksmisje lokatorów, która dramatycznie pogorszyła sytuację mieszkańców. Po dziesięciu latach bezdomnych było około dwadzieścia jeden tysięcy (czterdzieści dwa razy więcej). Eksmisje z lokali stały się najczęstszym tematem notek prasowych, lecz opisywane były tylko te najdramatyczniejsze wydarzenia – na wszystkie nie starczyłoby miejsca, podobnie jak w przypadku notatek o samobójstwach. Na przestrzeni lat bezdomnych przybywało, a nikt nie potrafił (albo nie chciał) rozwiązać problemu brakujących mieszkań dla najbiedniejszych. Dla pokazania wielkości zapotrzebowania na mieszkania socjalne Springer pisze, że w latach 30. ubiegłego wieku zamożnych Warszawiaków (czyli zarabiających powyżej 12 tys. zł rocznie[1]) było nieco powyżej dwóch procent, reszta to ludzie mniej zamożni lub bardzo biedni. Co się więc działo z tymi, których nie stać na własne mieszkanie lub wynajem? Władze miasta budowały dla nich najpierw izby mieszkalne w przytułkach i schroniskach, a później, gdy to już nie wystarczało, stawiano blaszane baraki, w których ludzie żyli w tragicznych warunkach, często bez dostępu do podstawowych sanitariów, opieki medycznej czy innych „wygód”. Społeczeństwo zamieszkujące te obiekty było bardzo zróżnicowane. Często zwykli, przeciętni obywatele, którzy utracili dach nad głową z powodu utraty pracy musieli dzielić pokój i kawałek podłogi z alkoholikami czy przestępcami. W skrajnych przypadkach bezdomni kopali sobie nory na nasypach kolejowych i drogowych lub składali domki z dykt, starych skrzyń oraz innych dostępnych materiałów i w ten sposób wegetowali, bo życiem tego nazwać nie można. Ci, którzy mieli szczęście i stać ich było na „normalne” warunki życia, mieszkali po kilka, kilkanaście osób zazwyczaj w jednym pomieszczeniu. Z czasem zaczęło być oczywiste to, że budowanie kolejnych schronisk i baraków mija się z celem, gdyż to nie rozwiąże problemu bezdomności (Springer, 2015).
Tak ogromna skala bezdomności, która dotknęła Warszawę przed II wojną światową wynikała nie tylko ze światowego kryzysu, lecz również ze źle obranego przez władzę kierunku polityki mieszkaniowej. Budżet miasta był niewystarczający, a prywatni inwestorzy ukierunkowani na maksymalizację zysków (tak jest zresztą i w dzisiejszych czasach). Nowe mieszkania powstawały więc dla bogatych, a losem niższych warstw społecznych prawie nikt się nie przejmował. Nadzieją, która pojawiła się nieco później, była Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa (WSM), która budowała mieszkania nie na własność, lecz stanowiące majątek społeczny. Jednak zasoby mieszkaniowe WSM były kroplą w morzu potrzeb i nie poprawiły sytuacji bezrobotnych bezdomnych mieszkających w najgorszych warunkach (Orchowski, 2015).

Bezdomność XXI wieku
Jak sytuacja mieszkaniowa wygląda dzisiaj? Odpowiedzi na to pytanie znaleźć można w następnych rozdziałach książki Springera, który opisując kolejne, tytułowe piętra, ukazuje różne problemy społeczności związane z mieszkalnictwem, które przyczyniają się do bezdomności. Są one częściowo analogiczne do tych z czasów dwudziestolecia międzywojennego. Podczas gdy przyczyny bezdomności pozostają podobne, największe różnice widać w warunkach bytowania biedoty – ta z czasów dwudziestolecia międzywojennego żyła w o wiele gorszych warunkach sanitarnych niż ta z XXI wieku, co wynika z wielu czynników, m.in. postępu medycyny czy technologii. Ludzi żyjących w skrajnych warunkach było też o wiele więcej. W dzisiejszych czasach nie odnotowuje się również samobójstw na tak wielka skalę, jakie występowały w latach 30. XX wieku z powodu eksmisji z lokali mieszkalnych. Podobieństwo można zauważyć w podejściu władz II i III RP do polityki mieszkaniowej – zarówno wtedy jak i w obecnych czasach podejmowano próby rozwiązania problemu deficytu mieszkań dzięki prywatnym przedsiębiorcom, dzięki którym powstawały i nadal powstają mieszkania dla bogatych. Rząd promuje mieszkania własnościowe, nakłaniając społeczeństwo za pomocą różnych programów (np. Mieszkanie dla Młodych) do brania kredytów hipotecznych, zapominając, że wielu ludzi po prostu na to nie stać. Kolejnym elementem obecnej polityki mieszkaniowej jest prywatyzacja sektora wynajmu, a co za tym idzie ‑ dążenie do maksymalizacji zysków przez właścicieli lokali mieszkalnych. Mieszkania na wynajem charakteryzują się najczęściej złym standardem, gdyż właściciele nie chcą marnować pieniędzy na remont lokali, w których sami nie mieszkają. Prawdziwą bolączką są także zbyt wygórowane stawki opłat w stosunku do standardu i wyposażenia mieszkania, w wyniku czego duża część społeczeństwa wynajmującego jest zmuszona do życia w bardzo złych warunkach. Niemałym problemem są również tzw. „czyściciele kamienic”, którzy brutalnie wyrzucają lokatorów (najczęściej starych i chorych) na bruk (Springer, 2015, Orchowski, 2015).

Chociaż ciężko oszacować dokładną liczbę ludzi bezdomnych, to jest ich o wiele mniej niż przed II wojną światową. Bezdomność nadal pozostaje dużym problemem społecznym. Głównym ich źródłem (oprócz powodów osobistych takich jak: przemoc, alkoholizm, bezrobocie) jest zła polityka mieszkaniowa kraju i niewłaściwe kierunki jej rozwoju. Rząd i samorządy za mało angażują się w budownictwo społeczne przekazując pałeczkę prywatnym przedsiębiorstwom oraz przymykając oko na nieprawidłowości na rynku mieszkaniowym (np. niewyjaśnione kwestie dotyczące własności działek). Liczba mieszkań spółdzielczych budowanych przez miasto jest niewystarczająca, a to właśnie te mieszkania są z założenia dostępne dla najniższych warstw społecznych z racji niskich opłat. Deweloperzy, realizując inwestycje budowlane, chcą czerpać zysk, dlatego ceny takich mieszkań są znacznie za wysokie dla dużej części społeczeństwa. Nie dość, że zasoby sektora socjalnego wynajmu mieszkań są stanowczo zbyt małe, to warunki przyznawania tych mieszkań są niedostosowane do realiów. System jest skonstruowany w taki sposób, że część osób niższej i średniej warstwy społecznej jest „za bogata”, żeby uzyskać mieszkanie socjalne, lecz „za biedna”, żeby otrzymać kredyt hipoteczny na własne mieszkanie. Oprócz deficytu mieszkań socjalnych istnieje też deficyt przytułków i schronisk dla osób, które fizycznie nie posiadają dachu nad głową. Wiele z nich pomieszkuje na śmietnikach, dworcach, czy nawet ulicach, gdzie część z nich umiera (szczególnie w czasie zimy). Tak jak już wcześniej było wspomniane, rząd i samorządy kraju nie dostrzegają tego poważnego problemu, jakim jest bezdomność i być może też nie posiadają wystarczających środków na jego rozwiązanie. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że w przyszłości zmieni się to poprzez publiczne nagłośnienie problemu i uświadomienie jego skali polskiemu społeczeństwu.

Źródła:
Dobrzeniecki R., 2010, Bezdomność jako problem społeczny, http://www.kulturaswiecka.pl/ [dostęp: 18.12.2016 r.].
Orchowski T., 2015, Wkładka mięsna. O książce „13 pięter” Filipa Springera [w:] Kultura Liberalna, http://kulturaliberalna.pl/ [dostęp: 18.12.2016 r.].
Springer F., 2015, 13 pięter, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec.
Wynagrodzenia.pl, http://wynagrodzenia.pl [dostęp: 18.12.2016 r.].


[1] Trudno jest oszacować jak ta kwota wyglądałaby obecnie. Roczniki statystyczne dot. inflacji sięgają lat 50., więc aby wyliczyć siłę nabywczą złotówki z lat 30. należy przeliczyć koszyk dóbr (m.in. mleko, chleb, pszenica) i porównać ile mogli kupić tych dóbr zarabiający w latach 30., a ile zarabiający w czasach obecnych. Portal wynagrodzenia.pl przytoczył raport firmy Sedlak & Sedlak (http://wynagrodzenia.pl/artykul/ile-zarabiali-nasi-dziadkowie-przed-wojna), z którego wynika, że małżeństwo klasy umysłowej z roku 1935 zarabiające łącznie 450 zł miesięcznie (czyli 2,7 tys. zł rocznie na osobę) jest odpowiednikiem wynagrodzenia średniego z 2011 r. (6,7 tys. zł netto miesięcznie dla pary, czyli 40,2 tys. zł na osobę rocznie). Dla porównania, małżeństwo klasy robotniczej w roku 1935 zarabiało łącznie 142 zł miesięcznie (71 zł na osobę) – co oznacza, że taka osoba przez rok nie była w stanie zarobić tyle, ile osoba zamożna przez miesiąc.

A miało być tak pięknie – czyli społeczne skutki urban sprawl

Dominika Górska

    Ucieczka od zgiełku miasta, zieleń, czyste powietrze, lasy, pola, bądź łąki za oknem, brak natłoku ludzi i samochodów, cisza i spokój. Brzmi pięknie i beztrosko, jednak jest to dalekie od rzeczywistości. Tak najczęściej wyobrażają sobie życie na przedmieściach osoby, które decydują wyprowadzić się poza granice miasta. Niestety zderzenie z rzeczywistością jest brutalne.

   Urban sprawl jest to proces niekontrolowanej eksurbanizacji, polegający na poszerzaniu się miasta na tereny mniej zurbanizowane i mniej zaludnione. Początkową przyczyną tego zjawiska były niskie ceny gruntów oraz dostęp do kolei, co ograniczało zasięg rozrastania się przedmieść. Jednak, gdy polskimi ulicami zawładnęły samochody na początku lat ’90, nie było już żadnych ograniczeń związanych z odległością. Coraz więcej osób zaczęło decydować się zamieszkać na przedmieściach w otoczeniu natury.[1] Zaś deweloperzy zaczęli dostrzegać w tym biznes, ponieważ skoro jest popyt na mieszkania, to ktoś musi je zapewnić. Tym samym spokojne przedmieścia zaczynają zamieniać się w grodzone osiedla, których wszystkie wady mają zatuszować piękne nazwy: Zielone Ogrody, Klonowe Aleje, Owocowe Sady czy Akacjowe Zakątki.[2] Niestety same nazwy nie zastąpią ginącej pod fundamentami coraz większych osiedli natury. Przedmieście przestaje być przedmieściem, ginie cisza i spokój, a przede wszystkim możliwość obcowania z naturą. Natłok ludzi sprawia, że mieszkańcy tracą swoją prywatność, swoją przestrzeń. Jednak i tu na nieszczęście pojawiają się deweloperzy, którzy chcąc zapewnić kameralność swoim mieszkańcom grodzą wszystkie te Zielone Ogrody, Klonowe Aleje, Owocowe Sady czy Akacjowe Zakątki. Pojawia się problem gettoizacji, izolacji społeczeństwa, braku więzi społecznych. Ludzie, którzy chcieli wieźć spokojne życie w otoczeniu natury są sfrustrowani, ponieważ zostali tej natury pozbawieni, dlatego najchętniej zamykają się w swoich pięknych mieszkaniach z widokiem na kolejny dom wielorodzinny i czują niechęć do innych osób, które zdecydowały się na ten sam krok co oni. 
Innym problemem ludzi mieszkających na obrzeżach jest  problem wydostania się z nich. Skoro decydującym argumentem zamieszkania na przedmieściach jest posiadanie samochodu to w godzinach szczytu narastają ogromne korki, które uniemożliwiają szybki dojazd do centrum miasta.

    Wszystkie zalety mieszkania na przedmieściach, które zachęcały mieszkańców do osiedlania się poza centrum zostały zatracone i teraz życie tam nie różni się znacząco od tego w centrum. Można uznać, że jest nawet bardziej nieprzyjemne i frustrujące, zwłaszcza gdy codziennie spotyka się tych samych równie sfrustrowanych mieszkańców, których marzenia o mieszkaniu wśród zieleni z dala od korków i miejskiego zgiełku się nie spełniły.




[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Eksurbanizacja#Strategie_przeciwdzia.C5.82ania_eksurbanizacji

[2] http://strefynieruchomosci.blog.pl/2014/10/21/owocowy-sad-zielony-zakatek-osiedle-dobre-jakimi-nazwami-zaskocza-nas-jeszcze-deweloperzy/

[3] F.Springer "Księga zachwytów" Warszawa 2016

Tworzenie różnorodności



Autorka Jane Jacob w swojej książce „Śmierć i życie wielkich miast Ameryki”, poświęciła część dzieła na omówienie warunków gwarantujących różnorodność w miastach. Jacob wyróżnia 4 założenia, których spełnienie pozwala na kształtowanie się  pluralizmu w przestrzeni miejskiej. Odnosi się do kwestii heterogeniczności  spełnianych funkcji,  długości kwartałów zabudowy, wieku i stanu budynków, a ponadto do kwestii zagęszczenia zabudowy oraz gęstości zaludnienia. Rejon poddany procesowi rewitalizacji Aker Brygge oraz Tjuvholmen, będący elementem fasady nadmorskiej w Oslo, posłuży jako przykład obszaru  spełniającego warunki gwarantujące różnorodność. Ponadto, w opracowaniu zostanie przytoczony obszar dawnej Rzeźni Miejskiej w Toruniu, który mógłby stać się biegunem różnorodności.


 Aker Brygge i Tjuvholmen

Aker Brygge i Tjuvholmen stanowią  jedne z zespołów urbanistycznych, które zostały objęte programem  rewitalizacji fasady nadmorskiej w Oslo, rozciągającej się na ok. 15 km wzdłuż linii brzegowej. Celem  całego projektu jest kompleksowa rewitalizacja nabrzeża z nadaniem funkcji centralnych.  Projekt rewitalizacji obszarów nadmorskich nosi nazwę „Waterfront Oslo”, a jego ideą przewodnią jest włączenie wszystkich terenów poprzemysłowych przystani w centrum miasta, przemieniając je na centra handlowe i rekreacyjne, a także nasycając je zabudową mieszkaniową. (Petryshun 2012, s. 116)
Obszar Akker Brygge położony jest w zachodniej części obszaru objętego projektem Waterfront Oslo. Jest to teren dawnej stoczni Aker Mechanical Workshop AS, która została zamknięta w 1982 roku. (Petryshun 2012, s. 116)   Wcześniej, jeszcze przed rozmieszeniem warsztatów w 1854 , obszary był znany jako Holmen - podmiejskie osiedle na początku XIX wieku. (Petryshun 2012, s. 116)
Pierwsze prace renowacyjne na terenie Aker Brygge  wykonano zostały według projektu stworzonego w roku 1980, który zakładał, iż Aker Brygge stanie  się wcieleniem stref mieszkalnych i komercyjnych na podstawie integracji i rewitalizacji budowli portowo-magazynowych. (Petryshun 2011, s. 184)
Teren stanowiący naturalne przedłużenie Aker Brygge- Tjuvholmen,  włączony do  szerszej wizji Fjord City został poddany rewitalizacji w  2005 roku. Projekt pozwolił na przekształcenie nabrzeża  z naciskiem na budownictwo mieszkaniowe oraz wykonanie zadań publicznych. (Petryshun 2012, s. 117)  Obszar Tjuvholmen jest w sposób naturalny podzielony kanałami  na 3 części, w skład których wchodzi Akerodden, Tjuvholmen, na której są koncentrowane najbardziej ekskluzywne fazy rozwojowe  i Skjæret  gdzie został usytuowany park Rzeźby. Ideą projektu Tjuvholmen było  włączenie w stare przemysłowe molo, jako  przedłużenie Aker Brygge, a także w krajobraz wysp (częściowo nasypanych sztucznie) i kanałów, kompleksu o najwyższej jakości nowoczesnej architektury - apartamentów mieszkalnych, butików, powierzchni biurowych, a także hoteli i muzeum. (Petryshun 2012, s. 117)


Widok z wnętrza zespołu urbanistycznego / Oslo

Czynniki różnorodności miejskiej

Jacob w książce „Śmierć i życie wielkich miast Ameryki” obawia kwestię różnorodności w miastach, jako czynnika gwarantującego  ich „żywotność”. Wyróżnia kolejno czynniki umożliwiające kształtowanie bujnej różnorodności na miejskich ulicach.

Autorka wskazuje, iż  aby zapewnić obecność ludzi na miejskich ulicach o różnych porach dnia, znajdujących się tam z różnych powodów  i korzystających z bogatej infrastruktury, dzielnica winna spełniać więcej niż 1 podstawową funkcję, a najlepiej więcej niż dwie.  Wielorakość funkcji spełnianych przez dzielnicę ma za zadanie przyciągać i zachęcać do użytkowania przestrzeni największą liczbę mieszkańców. Ponadto autorka wskazuje, że kwartały zabudowy powinny charakteryzować się krótkimi bokami, aby stwarzać ich użytkownikom możliwość skręcania, a samym ulicom możliwość krzyżowania się.  Jak wskazuje Jane Jacob, w dziele „Śmierć i życie wielkich miast Ameryki”, warto aby sąsiadująca ze sobą zabudowa różniła się wiekiem i stanem, co według autorki ma zapewnić dostęp dla mieszkańców o różnych dochodach. Ostatnim, czwartym warunkiem gwarantującym miejską różnorodność jest odpowiednio wysokie zagęszczenie ludzi, niezależnie od celu z powodu, którego znaleźli się na danym obszarze. Autorka zaznacza, iż kwestia ta odnosi się również do gęstości zaludnienia. Jak wskazuje Jane Jacob: Różnorodność sama umożliwia i pobudza dalszy przyrost różnorodności. (Jacob 2015, s. 159)


Spełnienie warunków różnorodności


Różnorodność funkcji  i gęstość zabudowy

Analizując pierwszy z  warunków kształtujących miejską różnorodność na terenie Aker Brygge i Tjuvholmen, którego rolą jest  ponowne połączenie miasta z morzem i zapewnienie zrównoważonej jakości życia, a ponadto  zaspokojenie potrzeby miasta w sferze lokali mieszkalnych oraz usługowych, rekreacji i przestrzeni kulturowej (Petryshun 2012, s. 116) można wnioskować, iż pierwszy z czynników został spełniony. Aker Brygge i Tjuvholmen oferując mieszkankę funkcji  od mieszkaniowej, przez usługową, aż po funkcje rozrywkową, oferuje tym samym okazje do uczestnictwa w kulturze, bogactwo scenerii oraz różnorodność społeczną miejscowej ludności i innych użytkowników przestrzeni. (Jacob 2015, s. 161)
Mieszkańcy kompleksów, odwiedzający, jak i osoby tam pracujące mają do dyspozycji  przestrzeń z bogato przeplatającymi się funkcjami, które w sposób bezpośredni przyczyniają się do tego, aby ludzie pojawiali się tam o różnych porach, co zapewni dobrze działające ulice. (Jacob 2015, s. 165)
Warto zwrócić uwagę na słowa autorki, iż „Żadna z podstawowych funkcji nie wygeneruje w pojedynkę miejskiej różnorodności. Jeśli połączy się ją z inną podstawową funkcją, która przyciąga ludzi zapełniając ulice o tej samej porze, nie będzie to miało żadnego znaczenia. (Jacob 2015, s. 174) Analizując założenie urbanistyczne wchodzące w skład fasady nadmorskiej widzimy, iż teren ten charakteryzuje się mieszanką funkcji podstawowych i podrzędnych. Aker Brygge jest miejscem spotkań handlowych, kulinarnych i rozrywkowych. Znajdują się tam biura, mieszkania. Koncentrują się przystanki, terminale komunikacji lądowej  (tramwaj, metro, bus) i morskiej.  Ponadto na terenie Tjuvholmen znajdują się hotele, Marina oraz Astrup Fearnley Museum of Modern Art. Liczne sklepy, butiki, atelier, biura. Zwieńczeniem kompleksu Aker Brygge i Tjuvholmen jest promenada stanowiąca popularne miejsce zgromadzeń. Obszar odwiedza rocznie 12 mln osób, na stałe mieszka tam 900 osób, a pracuje ok. 6000 osób. (Zegar 2015, s. 143)




Oś widokowa / Oslo



Znaczenie małych kwartałów i sąsiedztwo budynków w różnym wieku

Misterne przeplatanie się funkcji, ścieżek, niejednorodna architektura w różnym wieku przyczyniają się do tworzenia okolicy całościowo funkcjonalnej.  Ponadto, często krzyżujące się krótkie boki kwartałów, stwarzające możliwość skręcania czynią okolicę funkcjonalną całościowo. Odnosząc się do zespołów urbanistycznych Aker Brygge i Tjuvholem warto zwrócić uwagę, iż w części nadmorskiej Tjuvholmen dominuje zabudowa niższa o łagodniejszych kształtach, uzupełniona obszarami zielonymi  umożliwiająca bierny wypoczynek dla różnych grup wiekowych. Natomiast część wewnętrzna, która jest zwrócona ku miastu charakteryzuje się ujednoliconą zwartą i wyższą architekturą. Cały obszar podzielony jest na bloki – kwartały siecią uliczek o zarysach nieregularnych, ostro kształtnych, nawiązującej do stylistyki miasta średniowiecznego i kanałami (w kształcie dróg wodnych lub zatoczek). (Petryshun 2011, s. 187)  Aker Brygge i Tjuvholmen  są silnie scalone z zabudową miejską, historycznym centrum miasta, którego  Ratusz – uznawany jest za punkt centralny Waterfrontu.  


Możliwy biegun różnorodności

Obszar po byłej Rzeźni Miejskiej Tormięs w Toruniu, to teren o unikalnych wartościach społecznych, gdzie jeszcze osiemnaście lat temu stał zakład przemysłowy. Jednak mimo więzi mieszkańców miasta z tym terenem, od zamknięcia zakładu – rok 1998, obszar ten pozostaje niezagospodarowany i pomimo wielu walorów zanika na mapie miasta.
W roku 2006 Rzeźnia Miejska została wpisana na listę Zabytków Architektury i Budownictwa w ewidencji Kujawsko-Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. (Rada Miasta Torunia 2006) Jednak w ostatnich latach obiekty wchodzące w jej skład ulegały kilkukrotnym podpaleniom, w wyniku których doszło do zawalenia się części z nich, a pozostałe poddano procesowi rozbiórki.
„Udane” zagospodarowanie terenu byłych Zakładów Mięsnych Tormięs w aspekcie przestrzennym spowoduje, iż omawiany obszar  ma szansę stać się lokalnym biegunem wzrostu i wygenerować szereg korzyści dla mieszkańców terenów sąsiednich, jak i całego miasta podobnie jak stało się to po realizacji założeń Aker Brygge i Tjuvholmen w Oslo.

Nadrzędnym celem powinno być stworzenie przestrzeni, która wpisze się w charakter dzielnicy mieszkaniowo-przemysłowej, podnosząc tym samym jej atrakcyjność. Nowo, gęsto zagospodarowany obszar o charakterze usługowo-mieszkaniowym  mógłby stanowić poprawne oraz spójne rozwiązanie planistyczne, które spełniając warunki różnorodności wymienione przez autorkę Jane Jacob  uporządkowały pewne elementy przestrzeni i pozwoliły na dalsze generowanie różnorodności. Warto, aby w  projekcie szczególną uwagę poświęcono terenom zieleni publicznej, które ożywiają przestrzeń nadając jednocześnie ekologiczną harmonię. Ponadto opierając się na czynnikach podanych przez Jacob oraz wzorując się na realizacji w Oslo warto, aby założenie charakteryzowało się mnogością pełniących funkcji oraz dużą gęstością zabudowy i zaludnienia. Warunki te są możliwe do spełnienia, gdyż  według Miejscowego  Planu Zagospodarowania Przestrzennego teren ma spełniać funkcje usługowo-mieszkaniowe, a  stosowane rozwiązania mają  charakteryzować się wysokim standardem architektonicznym. Ponadto plan przewiduje obowiązek wykształcenia placu publicznego o charakterze strefy wejściowej do projektowanego zespołu zabudowy z zachowaniem historycznego komina i bramy wejściowej. (Rada Miasta Torunia 2009)


Realizacja założeń Aker Brygge i Tjuvholmen stanowiła próbę  połączenia interesu mieszkańców, zapewnienia im prywatności, swobody i komfortu, a ponadto otwarcia  przestrzeni na tyle, aby można było poczuć, że jest to dobro wspólne, dostępne. W moich oczach projekt ten budzi zachwyt, gdyż pozwala na doświadczanie miejsca, zachwyt nad architekturą , detalem, a także na bezpośredni kontakt z naturą. Projekt Aker Brygge i Tjuvholemn  to swoiste dzieło sztuki, gdzie potrzeby człowieka zostały wkomponowane w krajobraz stworzony przez naturę. Krajobraz, który pozwala się dotykać, odczuwać i doświadczać. Pomiędzy założeniami urbanistycznymi, a naturą doszło do wytworzenia się naturalnej relacji, gdzie nie ma wygranych, nie ma poczucia skrępowania, ani uprzywilejowania. To współgranie między  gęsto usytuowanymi budynkami,  różnorodnością funkcji,  meblami miejskimi. Dopełnienie tego wszystkiego wodą, budzi zachwyt i podziw, a z drugiej stron naturalność i prostota sprawiają, że czuję się tam dobrze i swobodnie.
Życzę sobie, aby ta naturalna relacja wytworzyła się również pomiędzy (mam nadzieję już wkrótce) zagospodarowanym terenem po dawnej Rzeźni Miejskiej w Toruniu, a otoczeniem. Naturalne współgranie na pewno zostanie docenione przez osoby bezpośrednio doświadczające tej przestrzeni.

Przytaczając słowa Kazimierza Wejcherta: Przestrzeń otaczająca człowieka powinna być swoistym dziełem sztuki, gdyż może wpływać na jego stan psychiczny, dając mu spokój, radość pobudzając wszechstronny jego rozwój. (Wejchert 1984, s.21)


Źródła:

   1.   Jane Jacob. Śmierć i życie wielkich miast Ameryki. Centrum Architektury, 2014
   2.    Halyna Petryshun. Fjord City, a rozwiązania rewitalizacji terenów popartowych Oslo.    Wydawnictwo Politechniki Krakowskiej, 2012
   3.   Halyna Petryshun. Fasada nadmorska Oslo: Koncepcja projektowa, a materiały budowlane. Wydawnictwo Politechniki Krakowskiej, 2011
   4.  Rada Miasta Torunia 2006 Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Miasta Torunia. Uchwała nr1032/06
   5.  Rada Miasta Torunia 2009 Miejscowy plan  zagospodarowania przestrzennego dla obszaru położonego w rejonie ulic Lubicka, Targowa. Uchwała nr592/09
   6.  Wejchert Kazimierz Elementy kompozycji urbanistycznej.  Arkady, 1984
   7.  Tomasz Zegar. Rzeka w mieście- perspektywy rozwoju terenów nadwodnych w Warszawie,  2015