poniedziałek, 14 grudnia 2015

Lofty - postindustrialny styl życia

Patrycja Kłobuszewska

Słowo loft pochodzi z języka islandzkiego i oznacza powietrze, przestrzeń. Terminem tym określa się przestronne mieszkania powstałe poprzez adaptację starych magazynów i fabryk na cele mieszkalne. Charakteryzują się surowym, industrialnym wykończeniem z elementami szkła, stali i kamienia, bardzo wysokimi sufitami i oknami zajmującymi często całą ścianę. Pierwszymi lokatorami terenów poprzemysłowych byli bezdomni, którzy zaczęli się tam osiedlać w latach 30 XX wieku, zaraz po ustanowieniu prawa, które pozwalało im na zamieszkiwanie w opuszczonych magazynach Stanów Zjednoczonych. Niewiele później, bo już w latach 50, zaczęły powstawać „apartment lofty” cieszące się zainteresowaniem głównie wśród artystów, którzy nielegalnie i za niską cenę wynajmowali przestronne mieszkania służące im również jako pracownia i sala wystawowa. Kilkanaście lat później zamieszkiwanie poprzemysłowych budynków niespełniających wymogów bezpieczeństwa zostało zalegalizowane, a postindustrialne dzielnice amerykańskich miast stały się tętniącymi życiem ośrodkami artystycznymi (Sieradzki 2010).
W dzisiejszych czasach zainteresowanie i zapotrzebowanie na lofty wzrosło na tyle, że oprócz adaptacji zabytkowych budynków przemysłowych na cele mieszkaniowe, zaczęto budować sztucznie kreowane „soft lofty” najczęściej zlokalizowane w centrum miasta i stylizowane na wzór starych fabryk. Jest to znacznie tańsza wersja tradycyjnych loftów, pozwalająca na uniknięcie kosztownych remontów budynków o często fatalnym, nieodpowiadającym wymogom mieszkalnym stanie oraz problemów związanych z wymaganiami stawianymi przez konserwatorów zabytków. Na zamieszkanie w takim miejscu decydują się najczęściej ludzie młodzi, single, a także ludzie biznesu, którzy cenią sobie rzeczy unikalne i wyjątkowe. Mieszkańcy czy użytkownicy loftów to często dusze artystyczne, wrażliwe na sztukę, szukający wyjątkowych miejsc i przestrzeni (Laszczak 2013). Lofty tworzą prestiżową przestrzeń do życia, jakiej nie mogą zaoferować żadne inne obiekty oraz kreują zupełnie odmienne, świeże i nowoczesne spojrzenie na mieszkania. Pozbawione ścian działowych przestrzenie stanowią idealną opcję dla osób ceniących sobie poczucie wolności i szukających ucieczki od szarych blokowisk. Ze względu na ogromne możliwości aranżacyjne, mieszkania przyciągają ludzi kreatywnych, stylowych, ceniących wysoką jakość oraz pragnących wyrazić siebie przez przestrzeń, w której mieszkają. Dzięki wyobraźni i niekonwencjonalnym pomysłom właścicieli, loft ma szansę stać się zarówno wymarzonym mieszkaniem jak i idealnym miejscem do pracy (Domoń 2014).
Podsumowując, lofty są tworem będącym połączeniem „pięknego z pożytecznym”. Dzięki zapotrzebowaniu na ten typ mieszkań setki zabytkowych niszczejących budynków mają szansę na rewitalizację i przekształcenie na stylowe apartamenty w industrialnym stylu, przy jednoczesnym zachowaniu ich wyjątkowego charakteru i historycznego uroku. Idealnie odnajdą się tam osoby nowoczesne, pragnące wyrazić siebie, poszukujące odmiennego i oryginalnego miejsca do zamieszkania, pracy i odpoczynku. Ze względu na wysokie koszty remontu budynków o słabym stanie technicznym rynek loftów w Polsce nie jest dobrze rozwinięty, jednak w większych miastach (np. w Warszawie, Łodzi, Poznaniu) następuje ciągły rozwój takich osiedli. Ich budowa, bądź przebudowa finansowana jest są zarówno przez deweloperów, oraz, jak na przykład w przypadku Łodzi, przez środki unijne pozyskane na renowację zabytków, które miasto częściowo przeznacza na ratowanie nieruchomości o charakterze poprzemysłowym. Całe województwo łódzkie dostało 2 mld zł z nowej unijnej perspektywy budżetowej na lata 2014-2020 na rewitalizację zabytkowych budynków. W plan rewitalizacji oprócz prac remontowych wchodzi również opracowanie przez ekspertów tanich kredytów, nieprzekraczających średnich kosztów najmu, które miałyby być wabikiem dla młodych, kreatywnych ludzi, którzy z chęcią zabiorą się za odbudowę pofabrycznych pustostanów (wprost.pl).

Literatura:
1. Domoń M., Soft loft w Trójmieście. Gdzie kupić i jak urządzić?, deluxe.trojmiasto.pl/Soft-loft-w-Trojmiescie-Gdzie-kupic-i-jak-urzadzic-n78322.html [dostęp: 13.12.2015]
2.Leszczak K., 2013, Mieszkanie w fabryce, czyli jak urządzić loft, urzadzone.pl/a/15172,mieszkanie-w-fabryce-czyli-jak-urzadzic-loft [dostęp: 13.12.2015]
3. Łódź dostanie 2 mld zł na renowację zabytków, wprost.pl/ar/448989/Lodz-dostanie-2-mld-zl-na-renowacje-zabytkow [dostęp 13.12.2015]

4. Sieradzki M.M., 2010, LOFTS – krótka historia loftów na świecie i w Polsce, Politechnika Łódzka, Łódź.

niedziela, 13 grudnia 2015

Bezdomność - obraz szerzącego się zjawiska

Aneta Maksimowicz

            Bezdomność jest jednym ze zjawisk społecznych, które istnieje na świecie od bardzo dawna. Występuje we wszystkich nawet najbogatszych społeczeństwach. Problemem tym dotknięty jest ogromny odsetek ludności. Z powodu trudnej sytuacji i kryzysu gospodarczego, coraz więcej rodzin i samotnych ludzi walczy o utrzymanie domu. Bezdomnym może stać się każdy. Nie jest to zarezerwowane tylko dla osób z nizin społecznych. Przyczyn bezdomności jest wiele, a doświadczenia wielu badaczy wskazują, że za tą kwestią bardzo rzadko stoi tylko jeden powód. Jest to zbieg wielu okoliczności, które w konsekwencji prowadzą do utraty dachu nad głową.
            Bezdomność jest problemem trudnym do całkowitego rozwiązania. Władze poszczególnych krajów starają się jednak wdrażać programy rządowe mające na celu zahamowanie rozprzestrzeniania się tego zjawiska. Niestety, w większości przypadków z marnym skutkiem.
            Zjawisko to jest tym bardziej dotkliwe gdy dotyka całych rodzin. Zachwiane zostaje poczucie stabilizacji, bezpieczeństwa w związku z utratą domu. Niejednokrotnie prowadzi do dezintegracji. W takiej sytuacji zdarza się, że dzieci trafiają do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Zjawisko bezdomności utrudnia rozwój i edukację dzieci. Ponadto niszczy ono fizyczne i psychiczne zdrowie członków rodziny. Pomimo że bezdomność rodzin jest zdecydowanie rzadszym zjawiskiem, niż bezdomność jednostek, to jej skutki są zdecydowanie bardziej dotkliwe. Rodziny pozbawione dostępu do dóbr materialnych wypracowują negatywne modele życia, które nieświadomie przekazują w postaci wzorów zachowania swoim dzieciom. Może dochodzić wówczas do dziedziczenia i kontynuowania problemu bezdomności w kolejnych pokoleniach.
            Bezdomność bardzo mocno zauważalna jest w stolicy Irlandii. W Dublinie w zastraszającym tempie zaczyna przybywać bezdomnych. Dr Daithi Downey w swojej prezentacji na temat bezdomności i wykluczenia społecznego odnosi się do dynamiki rozwoju rynku mieszkaniowego w Dublinie jako zjawisku negatywnie oddziałującemu na rodziny wynajmujące lokale od właścicieli prywatnych. Głównym powodem eksmisji jest rosnący czynsz. Brak wystarczających środków pieniężnych doprowadza do sytuacji, w której rodziny zmuszone są do pobytu w noclegowniach. Obiekty te zazwyczaj są zapełnione, w związku z tym część bezdomnych trafia na ulice. Od czerwca 2014 do grudnia 2015 z 567 do 1034 wzrosła liczba bezdomnych rodzin.[1]
            Jak przeciwdziałać bezdomności? Rząd Irlandii opracował strategie przeciwdziałania bezdomności, jednak należy działać szybko i efektywnie. Najważniejszym czynnikiem jest zapewnienie rodzinom zakwaterowania. Możliwym sposobem jest budowanie większej ilości mieszkań socjalnych czy też kontrola gwałtownie wzrastających czynszów za wynajem. Pomocnym jest też dodatek czynszowy jaki oferuje rząd dla najbiedniejszych. Okazuje sie jednak, że jest on zbyt niski, aby odciążyć finansowo ubogie rodziny z dziećmi. W najnowszym programie strategicznym rządu, do roku 2020 m.in. ma powstać 35 tys. mieszkań socjalnych. Celem państwa jest zakończenie długoterminowej bezdomności. [2]
            Czy Polska na tle innych państw wyróżnia się pod względem walki z bezdomnością?  Niestety, sytuacja  w kraju również nie napawa optymizmem. Ludzie stoją w obliczu wyzwania jakimi są np. spłacanie kredytów hipotecznych, czy też utrzymanie się na rynku pracy, aby te zadłużenia móc spłacić. Wszystko po to, żeby nie stracić podstawowego dobra jakim jest własne mieszkanie. Ludzie już dotknięci tym zjawiskiem nie są w stanie sami sobie poradzić. W dodatku istnieje deficyt mieszkań socjalnych, wysokie czynsze najmu. Odczuwalny jest brak wsparcia ze strony państwa.

Źródła:
1. Dr Dáithí Downey, The Inter--tenurial Dynamics of Housing Exclusionin Dublin’s Metropolitan Housing Market,2015 [1]

2. Eoin O’Sullivan, Homelessness in Ireland, Presentation at the European Research Conference - http://feantsaresearch.org/IMG/pdf/dublin_keynote-_25_september_2015.pdf, 2015 [2]

Deficyt mieszkań socjalnych w Niemczech

Sylwia Witczak

Problem braku mieszkań socjalnych spotykamy niemal w każdym kraju. Polityki krajów są skoncentrowane na budownictwie prywatnym, dużych firmach budowlanych, aniżeli na budownictwie socjalnym. Większość budynków jest prywatyzowanych, tylko nieliczne posiadają status socjalnych.
Zjawisko możemy opisać na przykładzie Niemiec. Brakuje nie tylko mieszkań socjalnych, ale również mieszkań pod wynajem. Tam gdzie wzrasta popyt na mieszkania, wrastają sukcesywnie ceny. Przyczyną tegoż problemu jak zidentyfikowali autorzy badań jest stopniowe wycofywanie się rządu federalnego od wspierania rozwoju budownictwa w ciągu ostatnich 15 lat. Kraje związkowe w ciągu 10 lat zmniejszyły promocje mieszkań do prawie 80 %. „Rząd federalny musi wyeliminować bariery podatkowe i przejąć inicjatywę w zakresie wspierania budownictwa mieszkaniowego", powiedział rektor EBZ Business School w Bochum, Volker Eichener, współautor badania. Wiele mieszkań zostało wykluczonych z puli mieszkań socjalnych, ponieważ miały one umownie ustalone ramy czasowe, które określały jak długo mieszkanie ma być socjalne. Po tym okresie, mieszkanie może być wynajmowane na normalnych warunkach.
Ministerstwo Budownictwa Federalnego w Niemczech podaje, iż w 2013 roku mieszkań socjalnych było 1.480.000, natomiast w roku 2014 o 63000 mniej. W poszczególnych miastach Niemczech sytuacja ma się nieco inaczej. Drastycznie sytuacja przedstawia się w Sakasonii gdzie procent, o jaki spadła ilość mieszkań socjalnych to ponad 83.
Dokonano również analizy ogólnego deficytu mieszkań oraz ich zapotrzebowania. Badaniu zostały poddane dwa czynniki: popyt na nowe budowy z powodu zmiany liczby ludności oraz zapotrzebowania zastępczego dla istniejących już domów. Wyniki pokazują jak duża luka istnieje pomiędzy istniejącą działalnością budowlaną oraz trwałymi potrzebami mieszkaniowymi. A więc, na sto tysięcy istniejących domów muszą być budowane rocznie 2,5 mieszkania, jako alternatywa dla ochrony zasobów. Dla Berlina powoduje to na przykład 5000 mieszkań rocznie, przy zasobie 1,9 mln.
Wpływ na brak mieszkań socjalnych, jaki występuje w Niemczech mają również przyjezdni, którzy przybywają do Niemczech z różnych części świata. Według szacunków, Niemcy przyjmują ok 1,5 miliona azylantów ( 920 tys. tylko w ostatni kwartale tego roku). Ośrodki dla uchodźców są wypełnione po brzegi, kraj boryka się z tym żeby zapewnić imigrantom miejsce do zamieszkania. Brak mieszkań i standardy komentują sami przyjezdni: W Walldorf - mieście w kraju związkowym, grupa migrantów zażądała, żeby miejscowe władze natychmiast zapewniły im prywatne mieszkania, ponieważ byli zmęczeni życiem w ośrodku dla uchodźców z innymi dwustoma azylantami. Przywódca grupy, uciekinier z Syrii powiedział, że oczekiwał więcej od Niemiec: "To najwyższy czas, żeby Niemcy zaczęły traktować nas jak istoty ludzkie."
Sytuacja w Polsce również nie przedstawia się najlepiej. Deficyt mieszkań socjalnych doskwiera polskiemu mieszkalnictwu. Brak mieszkań opiera się głownie na braku jasno sprecyzowanej polityki państwa w zakresie zapewnienia i wspierania mieszkalnictwa, brakiem środków finansowych. Często spotyka się z tym, że państwo czy też gminy wypłacają zapomogi, aniżeli zapewnić mieszkania socjalne, co powoduje brak środków na budowę nowych mieszkań. Do tego dochodzi prywatyzacja, mieszkańcy, którzy nie płacą czynszów oraz wyburzenie budynków.
 Opisywanego problemu nie da się niestety łatwo wyeliminować. Potrzeba czasu, pieniędzy oraz dobrego planu. 

Bibliografia;
1. http://inwestycje.pl/nieruchomosci/Polski-deficyt-mieszkaniowy---prawda-czy-mit;267434;0.html (dostęp 10.12.2015r.)
2. http://wiadomosci.onet.pl/swiat/niemcy-brakuje-mieszkan-socjalnych/bzsl4 (dostęp 06.12.2015r.)
3. http://www.tagesspiegel.de/wirtschaft/sozialwohnungen-mieterbund-zwei-millionen-fehlen/12109650.html (dostęp 13.12.2015r.)
4. http://www.deutschlandfunk.de/wohnungsnot-in-deutschland-bezahlbare-wohnungen-werden-knapp.769.de.html?dram:article_id=331241(dostęp 06.12.2015r.)


sobota, 12 grudnia 2015

Posiadanie własnego mieszkania a decyzja o dzieciach

Kamila Rydz

Jednym z kluczowych czynników przyczyniających się do decyzji o powiększeniu rodziny, oprócz posiadania partnera i stabilnej sytuacji finansowej, jest kwestia posiadania własnego mieszkania lub domu. Wiele osób pod wieloma względami gotowych na dzieci, odkłada tę decyzję na przyszłość, ze względu na nieposiadanie mieszkania na własność.
W. A. V. Clark, w swoim artykule „Fertility in expensive housing markets”, pisze o tym, że przez ostatnie lata średnia wieku, w którym kobiety decydują się na pierwsze dziecko wzrosła o kilka lat. Jedną z przyczyn tej sytuacji są niekorzystne zmiany na rynku mieszkaniowym, polegające na wzroście cen mieszkań. W zachodniej kulturze to posiadanie własnego mieszkania, a nie np. wynajem, uznawane jest niejako za konieczność przy chęci posiadania dzieci. Własne lokum zapewnia poczucie stabilności i bezpieczeństwa, jest zwykle bardziej przestronne i lepiej wyposażone, a okolice, w których znajdują się prywatne domy, a nie te na wynajem, zwykle zapewniają lepszy dostęp do obiektów takich jak przedszkola czy szkoły.
            W swoim artykule autor powołuje się na szereg badań potwierdzających tezę, że dzietność jest silnie związana z posiadaniem własnego lokum. Jednym z nich są badania opierające się na danych pochodzących ze Szwecji (Withers 2009, Enstrom 2012), które ukazują, że moment wchodzenia w posiadanie własnego mieszkania/domu wyraźnie wiąże się ze stawaniem się rodzicem. Wspomina również o badaniu ze Stanów Zjednoczonych przeprowadzonym w latach 1940 – 2000 (Simon, Tamura, 2009), które wykazuje negatywną korelację między liczbą rodzących się dzieci a cenami mieszkań.
Z kolei artykuł A. Matysiak, „Posiadanie własnego mieszkania a rodzicielstwo w Polsce”, mówi o tym, że po transformacji ustrojowej znacznie spadły wskaźniki płodności w Polsce, a jedną z przyczyn jest zmiana polityki mieszkaniowej i większa odpowiedzialność jednostki za swoją sytuację ekonomiczną. Wraz z zastąpieniem reglamentacji mieszkań zasadami rynkowymi, zmniejszyła się ich liczba, co spowodowało wzrost popytu i cen mieszkań. To z kolei zmusiło wiele par albo do odłożenia w czasie decyzji o pierwszym dziecku, albo do wynajęcia mieszkania lub zamieszkania z rodzicami i tam założenia rodziny.
By zbadać związek między posiadaniem własnego mieszkania a decyzją o dziecku, autorka artykułu przeprowadziła badanie poprzez wywiad ankietowy, którym objęto 3 tysiące kobiet urodzonych w latach 1966-1981. Wyniki ukazały, że typ zajmowanego mieszkania ma wpływ na posiadanie dzieci. Najczęściej rodzicami były osoby zamieszkujące w mieszkaniu własnym lub z rodzicami, natomiast najrzadziej były to osoby wynajmujące. Pokazuje to, że w Polsce, oprócz posiadania mieszkania na własność, dzielenie mieszkania z rodzicami jednego z partnerów również jest powszechne jeśli chodzi o decyzję o założeniu rodziny, aczkolwiek wraz ze zwiększaniem się liczby dzieci następuje często postanowienie o przeprowadzce. Analiza ukazała również, że kobiety zamieszkujące we własnym mieszkaniu najczęściej spośród wszystkich grup były skłonne do zdecydowania się na pierwsze dziecko. Jednocześnie na dziecko decydowały się najczęściej pary, które dopiero co przeprowadziły się „na swoje”, co świadczy o tym, że odkładały w czasie postanowienie o powiększeniu rodziny do momentu posiadania własnego mieszkania.
Omówione artykuły dowodzą tego, że istnieje związek między posiadaniem mieszkania lub domu na własność a zdecydowaniem się na dziecko. Nie jest to oczywiście jedyny czynnik wpływający na tę decyzję, ale jest on istotny. Dopóki będzie występować obecna trudna sytuacja mieszkaniowa, dopóty część par będzie to postanowienie odkładać w czasie.

Źródła:
1. Clark W. A. V., Fertility in expensive housing markets, California Center for Population Research, 2012

2. Matysiak A., Posiadanie własnego mieszkania a rodzicielstwo w Polsce, Instytut Statystyki i Demografii SGGW, 2011

piątek, 11 grudnia 2015

Problem osiedli zamknietych w Polsce

Joanna Wójcik



Osiedlem zamkniętym nazywamy taki typ osiedla, który odgrodzony jest od przestrzeni publicznej murem lub płotem. Zazwyczaj jest to zespół nowoczesnych budynków o wysokim standardzie z wyodrębnioną przestrzenią półpubliczną. Osiedla te są bardzo dobrze strzeżone zarówno przez system monitoringu, jak i firmę ochroniarską. Zamieszkiwane są głównie przez ludzi o podobnym statusie materialnym i społecznym, co często prowadzi do fikcyjnego poczucia wspólnoty. Najczęstszymi powodami zamieszkiwania na osiedlu zamkniętym są bezpieczeństwo i prestiż.  Zjawisko występowania gated communities w Polsce jest coraz bardziej powszechne, przykładem może być miasto Łódź, gdzie wyróżnione zostały dwa typy osiedli zamkniętych.
            Pierwszy z typów – kondominium, czyli osiedle zamkniętych apartamentowców znajdują się przeważnie w centrum miasta. Można je  także spotkać wewnątrz istniejących osiedli o charakterze otwartym.  Budynki mają prostą i funkcjonalną konstrukcję, najczęściej w kształcie litery „U”. Część zamknięta zazwyczaj przylega do drogi, zaś część otwarta odizolowana jest od otoczenia za pomocą pasa zieleni, muru lub płotu. Średni metraż takich mieszkań wynosi 60-80 m2. Przykładami kondominiów są niewątpliwie osiedla zlokalizowane w dzielnicy Widzew przy ul. Oleńki Bilewiczówny 1/3, Kazimierza Odnowiciela 14/16 oraz Zakładowej  76/78 [1].
Drugi typ – zamknięte, zindywidualizowane wielobudynkowe zespoły mieszkalne podzielić można na zespoły wolnostojących domów jednorodzinnych, zespoły domów szeregowych oraz zespoły wielopiętrowych budynków mieszkalnych. W przeciwieństwie do kondominiów ten typ osiedli zamkniętych najczęściej zlokalizowany jest na obrzeżach miasta. Ulice wewnątrz zespołów mieszkalnych bardzo często są własnością mieszkańców danego osiedla, co powoduje wykluczenie pozostałych osób z możliwości użytkowania drogi. Na osiedlach domów jedno- i dwurodzinnych dochodzi również do „podwójnego grodzenia” – ogrodzenie istnieje nie tylko dookoła osiedla, ale również rozdziela poszczególne budynki. Zindywidualizowane wielobudynkowe zespoły mieszkalne można spotkać m.in. na Bałutach (Osiedle Kaczeńcowe, Osiedle Słoneczny Park), w dzielnicy Górna (Osiedle Ruda Beczkowa, Osiedle 1 Maja), a także na Polesiu, przy ul. Łyżwiarskiej i Kolarskiej [1].
            Mimo dużego zainteresowania gated communities w Łodzi niewątpliwym zwycięzcą pod względem ilości grodzonych osiedli jest Warszawa. W 2008 roku było ich już ponad 400 a liczba ta sukcesywnie rośnie [2]. Warszawskie osiedla zamknięte zlokalizowane są nie tylko w centrum i na obrzeżach jak to miało miejsce w Łodzi, ale także w dzielnicach leżących pomiędzy. Warto także wspomnieć, ze Warszawa jest jedynym miastem w Polsce, gdzie grodzone są budynki Towarzystwa Budownictwa Społecznego. Duża ilość osiedli zamkniętych w stolicy spowodowała, że miasto stało się swoistym labiryntem i występują trudności w swobodnym poruszaniu się [3].
            Podsumowując, problem osiedli zamkniętych w Polsce jest coraz bardziej popularny. Jak można zauważyć występuje on nie tylko w stolicy, ale także w mniejszych metropoliach, np. we wspomnianej wcześniej Łodzi Mieszkanie na osiedlach grodzonych jest pewnego rodzaju próbą wykupienia sobie bezpieczeństwa, niestety według badań właśnie w tych częściach miasta dochodzi do najczęstszych włamań [4]. Przy tak dużej ilości gated communities może dojść wkrótce do całkowitego zaniku wszelkich relacji pomiędzy ludźmi.

Bibliografa:
[1] Tobiasz-Lis P., 2011, „Osiedla grodzone w Łodzi. Przyczyny i konsekwencje zjawiska”, s. 99-130
[2] http://www.rozbrat.org/kultura/ksiazki/634-osiedla-grodzone-w-polsce-analiza-dyskursu (dostęp z dn. 10.12.2015r.)
[3] Sikorska P, 2010, Przestrzeń otwarta miasta pod presją rozwoju: przyczyny zjawiska i kierunki działań naprawczych: przypadek Mazowsza, s. 168-170
[4] http://nowyobywatel.pl/2011/07/27/a-mury-rosna/ (dostęp z dn. 10.12.2015r.)

Chińskie miasta-widma

Karolina Waliłko 

Według raportu Adriana Browna China's Ghost Cities, każdego roku w Chinach buduje się około 10 nowych miast. Posiadają one pełne zaplecze infrastrukturalne, zachwycają ogromem i nowoczesnością. Od momentu powstania są gotowe na to, by przyjąć miliony mieszkańców. Jednak – co ciekawe – są one opustoszałe. Wizyta w takim mieście to widok pustych witryn sklepów, pustych ulic i co najważniejsze – pustych obiektów mieszkalnych. Po co w takim razie są budowane? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta: by podtrzymać wzrost gospodarczy.


Rząd chiński stara się za wszelką cenę stymulować rozwój ekonomiczny. Od 2010 chińska gospodarka jest drugą największą gospodarką na świecie po USA (CIA, 2014). Chiny są także największym eksporterem oraz drugim na świecie importerem (CIA, 2011). Dla tego państwa to nadal za mało. Budowanie nowych miast jest jednym z najprostszych sposobów na utrzymanie stałego wzrostu PKB. Nowe obiekty wcale nie mają służyć poprawie życia ludności, tylko podnosić wskaźniki. Taka polityka jest możliwa dzięki centralnie zarządzanej gospodarce – rząd dyktuje, na co mają być przeznaczone środki, a lokalne władze muszą się do tego dostosować. W ten sposób buduje się kolejne miasta. Mieszkań, których nikt nie wynajmuje, jest już teraz ponad 64 miliony i nadal tworzy się nowe. Powstają także wielkie centra handlowe, zdolne pomieścić tysiące sklepów, ale zainteresowanie wynajęciem ich powierzchni handlowej również jest nikłe. Przykładem takiego miejsca jest New South China Mall w Dongguan – jest to największe martwe centrum handlowe na świecie. Powstało w 2005 r. i do tej pory 99% jego powierzchni pozostaje niewynajęta. Nieliczni sprzedawcy, którzy posiadają tam swoje sklepy, sprzedają towary raz na kilka dni. Wiele miejsc pracy tworzonych jest bezcelowo, ponieważ przez brak klientów zatrudnione osoby nie mają żadnych obowiązków. Gdy budowano centrum handlowe, deweloperzy sądzili, że dziennie będzie się w nim dokonywało ponad 70 tys. transakcji. Takich sztucznie utrzymywanych obiektów jest w Chinach coraz więcej.

Wracając do sprawy mieszkaniowej – dlaczego mieszkania w nowych miastach są puste, skoro istnieje wielkie zapotrzebowanie na lokale? Problemem są ceny, które wahają się od 70 do 100 tys. USD. Roczne zarobki przeciętnego Chińczyka wynoszą ok. 6 tys. USD. Niewiele rodzin może sobie pozwolić na luksus kupna mieszkania. Wiele z nich odkłada pieniądze latami, mieszkając tymczasowo w domach o bardzo niskim standardzie (kilka osób w jednym pokoju, brak bieżącej wody). Dochodzi do tego, że jedynymi nabywcami są sami deweloperzy, którzy w ten sposób lokują swój kapitał (mieszkania nadal pozostają więc puste). Specjaliści zakładają, że taka sytuacja doprowadzi w końcu do rozruchów w społeczeństwie oraz pęknięcia bańki spekulacyjnej.

Zastanawiającym jest fakt, jak długo Chiny będą w stanie w ten sposób powiększać PKB. Rząd zdaje się nie dostrzegać problemu – to nie ilość PKB jest najważniejsza, a jego jakość. Wykorzystując jeden z najłatwiejszych sposobów na podwyższenie wskaźników gospodarczych, zapomina o tym, jakie to może mieć konsekwencje w przyszłości. Wspomniana bańka spekulacyjna narasta i zapewne za jakiś czas – dłuższy lub krótszy – pęknie, doprowadzając kraj do głębokiego kryzysu. Sytuację może pogorszyć fakt powiększającego się niezadowolenia społecznego. Miliony osób mieszkających w trudnych warunkach, nie mogących liczyć na żadną pomoc rządową versus puste mieszkania o wysokim standardzie: już teraz pojawia się coraz więcej głosów niezadowolenia wśród Chińczyków. Postępuje polaryzacja społeczeństwa (z jednej strony biedni bez mieszkań o podstawowym wyposażeniu, a z drugiej bogaci w apartamentowcach). Wizja rewolucji spowodowanej pogarszającą się sytuacją i brakiem wsparcia ze strony państwa jest bardzo prawdopodobna. Mieszkańcy sparaliżują kraj, w którym będzie pogłębiał się kryzys. Czy warto poświęcać całą gospodarkę dla chwilowego, szybkiego wzrostu kilku liczb?

Co ciekawe, w Polsce również pojawia się problem pustych mieszkań przy jednoczesnym dużym zapotrzebowaniu na nie. Zjawisko to nie występuje na tak dużą skalę jak w Chinach i nie jest ono spowodowane celowymi działaniami rządowymi, jednak sam fakt jego istnienia jest zastanawiający. Przykładem są wielkie inwestycje w dzielnicy Mokotów w Warszawie – zwłaszcza przy ulicach Woronicza, Racjonalizacji i Konstruktorskiej. Znajdują się tam duże obiekty mieszkalne, w których większość powierzchni pozostaje niewynajęta, a mimo tego nadal powstają nowe budynki. Kupno takiego mieszkania jest bardzo kosztowne, więc chętnych jest niewielu. Często – podobnie jak w Chinach – są one wykorzystywane jako lokata kapitału. Rynek mieszkań nie jest dopasowany do potrzeb Polaków. Skłania to do zastanowienia się nad tym, czy taka sytuacja może doprowadzić do narastania bańki spekulacyjnej i w efekcie – pojawienia się kolejnych problemów.

Bibliografia
  1. Brown Adrian, China's Ghost Cities, W: YouTube[online], 2011, [dostęp 2 grudnia 2015], Dostępny w World Wide Web: http://www.youtube.com
  2. China overview (ang.). W: The World Factbook [on-line]. CIA, 2011. [dostęp 2 grudnia 2015]
  3. Country Comparison GDP (purchasing power parity) (ang.). W: The World Factbook [on-line]. CIA, 2014 [dostęp 2 grudnia 2015]

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Wykluczenie mieszkaniowe

Oliwia Jatkiewicz, Aleksandra Węgielska

  W publikacji „Wykluczenie mieszkaniowe – zarys głównych problemów mieszkaniowych w Polsce oraz rekomendacje dla całościowej polityki społecznej” autorstwa Pomorskiego Forum na rzecz Wychodzenia z Bezdomności czytamy, że „od kilkunastu lat polska społeczna polityka mieszkaniowa stoi na krawędzi zapaści.[…]Statystyki mieszkaniowe publikowane przez GUS każdego roku oraz raporty z badań wielu instytucji czy organizacji ukazują, że od 2002 r. niewiele zmieniło się [w tym] zakresie…”.

    Według danych pochodzących z banku danych lokalnych GUS, w 2014 roku 1% ogólnej liczby mieszkań w miastach na terenie Polski pozostawał pozbawiony bezpośredniego połączenia z siecią wodociągową, 4,6% mieszkań nie było wyposażonych w łazienkę, a 13,1% nie posiadało centralnego ogrzewania[1]. W większości przypadków mowa jest o lokalach o obniżonym standardzie, często socjalnych. Są to zasoby mieszkaniowe charakteryzujące się złym stanem technicznym i wizualnym, co jest wynikiem braku funduszy na remonty i modernizację. Osoby zasiedlające takie loka to w dużej mierze osoby starsze, ludzie ekonomicznie i społecznie wykluczeni, biedni, których nie stać na życie w innej lokalizacji. Mieszkania te zajmowane są raczej z konieczności, niż możliwości wyboru. Taka sytuacja prowadzi do pewnego rodzaju „napiętnowania” niektórych adresów na planie miasta i do powstawania osiedli, a nawet całych dzielnic, zamieszkiwanych jedynie przez ludność uznawaną nierzadko za margines społeczeństwa i poddawaną stygmatyzacji.Oprócz pogłębiającego się rozwarstwienia społeczno-dochodowego, problem ten potęgują też różne zjawiska patologiczne, które mają tendencję do tworzenia się wśród takich społeczności, jak np. „zjawisko opanowania klatek schodowych i rekreacyjnych terenów osiedlowych przez gangi i grupy osiedlowych <<barbarzyńców>>”[2]. Nawarstwiające się problemy ekonomiczne i społeczne doprowadzają do marginalizacji, a czasem skrajnego już zjawiska – gettoizacji osiedli, w których  nagromadzone są „gorsze” i tak naprawdę niechciane przez nikogo mieszkania.

 Doskonałym przykładem osiedli mieszkaniowych, które zostały zmarginalizowane i są uważane za tereny zamieszkałe głównie przez ludzi biednych i biedniejących, są osiedla na przedmieściach Paryża, w Montigny le Bretonneux oraz Noisy Le Grand. Budynki te powstałe w latach 50. – 80. dwudziestego wieku są przykładem rozwiązań mieszkaniowych w duchu modernistycznym. Cechuje je monofunkcyjność i otoczenie otwartymi przestrzeniami. Widoczna zabawa skalą i dodanie neoklasycznego detalu  miało za zadanie pokazać nową, alternatywną drogę do tworzenia mieszkań społecznych, jaką chciał zaproponować architekt tego kompleksu – Ricardo Bofill.Opisywane osiedla powstały, by rozwiązać problemy mieszkaniowe Paryża, zarówno wśród lokalnej społeczności, jak i imigrantów. Obecnie są one praktycznie w całości zasiedlone przez przybywających do stolicy Francji migrantów z całego świata. Są to przede wszystkim przyjezdni z Afryki (szczególnie z krajów subsaharyjskich) oraz Azji Wschodniej (głównie z Chin, Wietnamu i Kambodży). Według danych pochodzących z 2006 roku, około 35% (4 mln) ludności regionu Ile-de-France (jednego z 27 regionów Francji, na którego terenie znajduje się Paryż) to imigranci (17%) lub osoby, których choć jeden z rodziców jest imigrantem (17%)[3].Osiedla, w których spotkać możemy architekturę Boffila charakteryzuje także zły stan techniczny budynków. Słabe skomunikowanie tej części regionu z Paryżem powoduje, że są one niejako „odgrodzone”, zapomniane, i często marginalizowane i stygmatyzowane przez opinię publiczną. W socjalnych budynkach dochodzi regularnie do rozbojów, napadów i innych przestępstw. W oczach samych mieszkańców Paryża jest to obszar nieatrakcyjny i uważany za niebezpieczny. Bez wątpienia jest on jednak unikatowy pod względem architektury, a jego wyjątkowe walory estetyczne są jego niedocenianym atutem. Obecnie czynione są starania, by opisywane miejsca zaktywizować, głównie pod względem infrastruktury socjalnej i kulturalnej. Część z budynków została już odnowiona.

   Podobną sytuacją społeczną i mieszkaniową charakteryzuje się jedna z dzielnic Łodzi – Bałuty, która również uznawana jest za obszar niebezpieczny i zamieszkiwany przez środowisko patologiczne. Częściowo za tym faktem stoją statystyki policyjne dotyczące pobić, napaści i drobnych kradzieży, których jest na tym obszarze więcej niż w innych częściach Łodzi. Bałuty powstały jako osada robotnicza, zamieszkiwana głównie przez ludność biedną i charakteryzująca się przez dłuższy okres brakiem podstawowych wygód, takich jak dostęp do kanalizacji, wodociągu oraz chaotyczną zabudową.Jednak warto wiedzieć, że Bałuty to również dzielnica Łodzi niemalże historyczna. W jej sercu znajduje się ulica Wojska Polskiego przy której zlokalizowane są kamienice „pamiętające” czasy wojny i getta. Akty takie jak malowanie na murach, publiczne kłótnie z użyciem niecenzuralnych słów, spożywanie alkoholu na ulicy lub w bramach kamienic to dla miejscowych codzienność[4].

   Problem mieszkaniowy, jakim są bez wątpienia zgromadzenia mieszkań o niższym standardzie tworzące całe osiedla lub nawet dzielnice o statusie biednych, jest wyjątkowo trudny do rozwiązania. Główną komplikacją jest stereotypowe postrzeganie tych miejsc jako niebezpiecznych i nieatrakcyjnych przez potencjalnych mieszkańców, osoby mieszkające w pobliżu, a także przez potencjalnych inwestorów/przedsiębiorców. Wynikiem tak złej reputacji jest zahamowanie rozwoju na tych terenach, a także ciągłe pogarszanie się zarówno stanu mieszkań, jak i  funkcjonowania społeczeństwa na takich obszarach. Dużą barierą jest również mentalność samych mieszkańców omawianych osiedli, którzy często wszelkie interwencje podejmowanie przez samorządy czy różne organizacje, mające za cel aktywizację danej społeczności, uznają za dodatkowe piętnowanie i reagują dużą niechęcią, a nawet wrogością.Przez lata w ramach polityki mieszkaniowej i społecznej patrzono na te osiedla „z przymrużeniem oka” i często rozwiązywanie problemów z nimi związanych odsuwano w czasie. Nawarstwienie tych problemów doprowadziło to tego, że rewitalizacja tych obszarów jest procesem długotrwałym, bardzo trudnym, ale przede wszystkim niezwykle potrzebnym i ważnym.